Strona Główna ˇ Artykuły ˇ Download ˇ Forum ˇ Linki ˇ Kategorie Newsówśroda, Czerwiec 19, 2019
Nawigacja
Strona Główna
Artykuły
Galeria
Kontakt
Download
FAQ
Forum
Linki
Kategorie Newsów
Szukaj
Online
Gości Online: 1
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 57
Najnowszy Użytkownik: Marekpam
13-sty różaniec...
„13-sty różaniec…”

Ziemia Święta… Jerozolima… Przeciągłe nawoływania z pobliskiego meczetu na poranne modlitwy, choć mam wrażenie, że to środek nocy, wyrywają mnie z kolorów snów… Mijają kolejne tygodnie mojego pobytu w tej ziemi, która pełna kamieni i kurzu, potrzebowała wiary Abrahama, by stać się „Ziemią Obiecaną”… Do pewnych rzeczy nie można się chyba przyzwyczaić… Rozpoczyna się dzień, który stanie się kolejną nicią w powstającym obrazie mojego życia… Ta plecionka… przeplatana będzie paciorkami różańca… Jutro, rozpoczynają się „30 dniowe rekolekcje” i choć nie słychać gwaru rozmów na korytarzu, to jednak nie jesteś sam… Nigdy nie jesteś sam… Dziś chcę spędzić kolejną noc w bazylice grobu pańskiego, by moje 12-ście różańców „ożyło”… Natchnieniem stał się Przyjaciel i skromna prośba: „przywieź mi różaniec”… Natchnieniem stały się godziny modlitwy i medytacji urzekających swym pięknem i przemodleniem „ikon”… Czy i ja mogę stworzyć „ikonę”… Przywykliśmy do „pisanych ikon”, czy i ja mogę „zapisać” tych 12-ście różańców? Kupiłem je w Betlejem… kosztowały mnie „wiele”. Ciche miasteczko, budzące się do życia. Znajduje się po stronie palestyńskiej. Od „reszty świata” odgradza je kilkumetrowy mur ciągnący się kilometrami… Mur wstydu, mur lęku, mur nienawiści… być może to palestyńska „ściana płaczu”, choć „przyozdobiona” licznymi „graffiti”… jedno z nich to… Madonna z dzieciątkiem i nadzieja, że kiedyś wszystkie mury runą… Bazylika Narodzenia. Charakterystyczne „pomniejszane” drzwi przez stulecia, by spełniać warunki obronne i „zmuszać” każdego do pochylenia się nad tą tajemnicą… Ledwie mieszczę się w drzwiach, które mają może 1,5 wysokości… Cisza, panujący półmrok… Potężna twierdza kamienia i modlitwy… Jak większość „najważniejszych miejsc dla chrześcijan”, miejscem opiekują się kopci, ormianie, prawosławni i katolicy… Nie mogę wejść do „betlejemskiej gwiazdy”… trwa właśnie modlitwa Ormian… Postanowiłem ten czas „wykorzystać” i znaleźć jakieś pamiątki… 12-ście oliwkowych różańców… stały się moje! Gdy wróciłem do bazyliki, w kaplicy byli już prawosławni… a moja grupa poszła do „mlecznej groty”… Różańce nabrały swojej ceny… nie zobaczyłem, nie dotknąłem, uwierzyłem… Przez 2 miesiące różance leżały na biurku i czekały na dzisiejszy dzień… Miałem już prezent dla mojego Przyjaciela, ale chciałem te różańce „napisać” jak pisze się ikony… Wielokrotnie przebywałem w bazylice grobu… Kobiety klęczące w grobie, całujące płytę nagrobną, dotykające grobu chustami czy zakupionymi obrazami stały się dla mnie drogowskazem… To tego wieczoru postanowiłem kolejny raz „zamknąć się” w bazylice i zacząć „pisać” te różańce, na których będę się później modlił podczas 30-sto dniowych rekolekcji… Każdy z nich stanie się świadkiem miejsc i mojej wędrówki przez Jerozolimę, moje życie, duszę…
Dochodzi 19-sta… Już siedzę na małej ławeczce obok potężnych drewnianych drzwi bazyliki. Głuchy stukot mosiężną kołatką przywołuje ostatnich pielgrzymów do opuszczenia bazyliki. Pojawia się obok mnie ojciec franciszkanin. To jego poinformowałem wcześniej o pragnieniu pozostania tej nocy w bazylice. Należy to zgłosić wcześniej… Rozpoczyna się rytuał… liczni zgromadzeni „turysto-pielgrzymi” z aparatami wymierzonymi w drzwi, które otworzą się ponownie dopiero ok. 5-tej nad ranem! Zakonnicy, opiekunowie Grobu Pańskiego tu żyją i mieszkają… Wynoszona jest drabina, zamykane są drzwi rozświetlone lampami błyskowymi ludzi na zewnątrz… Przez małe okienko, drabina wraca do bazyliki. Klucze do kłódki ma muzułmańska rodzina… „chrześcijanie” nie dogadali się w tej sprawie… pierwsze minuty w bazylice to sprzątanie… Po 30 minutach cichnie krzątanie się i jesteś tylko Ty i On… Moje kroki kieruję po stromych schodach do kaplicy, gdzie jest skała, na której był krzyż pański… Golgota. Ołtarz, ikony, dziesiątki oliwnych kaganków wiecznie płonących i miejsce pod ołtarzem, gdzie można dotknąć białej skały śmierci… Golgota… Miejsce Nienawiści czy Miłości? Moja modlitwa i 12-ście różańców, które trafiają na skałę… by przesiąkły Miłością, której ceną była śmierć… Moja modlitwa i moje „przyglądnie” się Jemu… Różańce trafiają do kieszeni… mijają kolejne minuty, godziny… Kieruję moje kroki do pańskiego grobu… jestem sam… klękam… kamienna grobowa płyta na której leżał On, jest wciąż „ciepła”… Znów różańce trafiają na to kamienne łoże, które takim było tylko przez 3 dni… Jakże wymowna jest ta „grobowa cisza”. Siadam w kącie grobu. Różańce wciąż przecierają ślady… czy one zostawią ślad czy może grób „zapadnie” w nich… Ten grób jest pełen światła! Kolejne minuty, godziny… Zaczynają się modlitwy poszczególnych „Braci”… Ormianie, Prawosławni, Koptowie, Katolicy… moje wędrówki po zakamarkach bazyliki… Drzwi zostały otwarte, ale przecież tak naprawdę dużo wcześniej… gdy różańce „ożyły” i żadne mury nie są w stanie ich zatrzymać… Wracam do domu, niosąc bezcenny skarb. Moje pierwsze „zapiski” na „ikonowych różańcach”… Jutro gdy rozpocznie się to milczące wędrowanie przez 30 dni, one będą rozmawiać i dotykać miejsc… Później trafią do 12-stu Przyjaciół…

1. Różaniec „Krzywy”… Tak go nazwałem bo napis na nim „Betlejem” był krzywo napisany… Są na nim 2 kreski biegnące przez „tył krzyża”, jeden z koralików pierwszej albo ostatniej dziesiątki, jest jakby „wybrakowany”… To ten różaniec rozpoczął ze mną rekolekcje… widział dużo… zarówno we mnie jak i na zewnątrz. Ruszyłem w ciszę, do bazyliki grobu… był tam przecież „wczoraj”. Dotknąłem nim „płyty namaszczenia” gdzie zgodnie z tradycją po zdjęciu z krzyża, Jezus został namaszczony, przed zawinięciem w całun… ta płyta pachnie! Niech i on „smakuje” tej osobie, która go ma… Z bazyliki ruszyłem pod „ścianę płaczu”, resztki żydowskiej świątyni. Po drodze ciekawy widok… ksiądz w sutannie, idący z kobietą i trzymający ja za rękę… to ksiądz prawosławny… Uśmiechnąłem się… Przy ścianie płaczu, młody chłopak, czytający po raz pierwszy „Torę” a później obsypywany cukierkami… Ruszyłem pod „ścianę”… dyskretnie, dłoń z różańcem dotknęła kamiennego muru… Ortodoksyjni Żydzi w swych kapeluszach, długich płaszczach, białych brodach, rytmicznie „modlitewnie się kołyszą”… w tej melodii są wieki szeptów… Zapada modlitewna cisza… Potężne bloki skalne tej ściany widziały tak wiele, słyszały tak wiele… To nie koniec mojej wędrówki… „Krzywy” różaniec będzie mi towarzyszył także jutro… Przyglądał się także mojemu sercu… Fragment ewangelii i pytanie Jezusa. Jakże aktualne i ważne… może najważniejsze… „za kogo uważają mnie ludzie… a wy co mówicie…” Kim dla mnie jest Jezus. Bez odpowiedzenia sobie szczerze na to pierwsze pytanie, wszystkie inne odpowiedzi będą „niepełne”… Zasnąłem, ale znam odpowiedź… Wybacz… ale to moja odpowiedź, Ty musisz poszukać swojej… Zapada zmrok dnia pierwszego… To był dobry dzień. Pozostało ich jeszcze tak wiele… Co przyniosą kolejne dni i różańce… Długo nie musiałem czekać… Następnego dnia na obiedzie „w środku wybucham”… próbuję wszystko poukładać, zaplanować a ludzi nie ma i wszystko jest spóźnione… Ale… dzięki temu jeden z księży, delikatnie daje mi znać, że chce porozmawiać… to Ekonom domu, choć z mało „ekonomiczną” propozycją… Pustynia!!! Czy chcę pójść z nim z Jerozolimy do Jerycha przez pustynię? To ok. 40km drogi! Musiałem to przegadać z moim kierownikiem duchowym, ale cieszyłem się, że ludzie później przyszli na obiad i ksiądz do mnie „zagadał”… Popołudnie spędziłem z psalmem 139. Różaniec poprowadził mnie na cmentarz… muzułmański… Miejsce na swój sposób piękne… Jest tuż obok „Bramy Lwów” (zwanej czasami Bramą Szczepana, bo być może to tam został on ukamienowany…zabrzmi to ironicznie i bluźnierczo, ale kamieni jest tam wciąż pełno!). Na jego terenie znajduje się „Złota Brama”, która jest zamurowana, bo przejdzie przez nią Mesjasz! Znajduję trochę cienia i podziwiam widok przed moimi oczyma… Góra Oliwna… Żydowski cmentarz, cerkiew Marii Magdaleny ze złotymi kopułami, Bazylika Narodów, kapliczka w miejscu gdzie Jezus zapłakał na widok Jerozolimy… widok piękny… ale jak mówi psalm 139, który mi towarzyszy… nie jestem w stanie się „ukryć” przed Bogiem… Nawet w moich ucieczkach, to On wskaże mi drogę! Jestem zmęczony „uciekaniem”… Moje życie jest jak „Krzywy” różaniec… To tylko 2 dni, a tak wiele mi dał i pokazał… Dziękuje Bogu za tę piękną „ikonę”…

2. Różaniec „Przesunięty”… Jego paciorki w jednej „dziesiątce” mają jakby „poprzesuwane połowy”… Na krzyżu z tyłu u dołu jest plama… Tak wygląda, ale co ze sobą niesie? Faktycznie „poprzesuwał” moje życie… Przewodnik duchowy zaproponował spacer po Jerozolimie… Poszedłem, ale następnego dnia mnie zapytał, czy na ten spacer zaprosiłem Jezusa… no i ruszyłem ponownie na „spacer” ale tym razem z Jezusem… Śmieszne… Poprosiłem Jezusa, by uważał na wyboje na drodze, bo łatwo się potknąć i przewrócić… a On… „wiem… byłem tu”… Skierował moje drogi do cerkwi, w której znajduje się grób Maryi. No bo jakże mogłem spacerować z Jezusem i nie zaproponować takiego spaceru Jego Matce! Ruszyliśmy pod górę… Często nasze życiowe ścieżki wiodą „pod górę”… Jakże łatwiej iść z Kimś… Zatrzymuję się na chwilę na Żydowskim cmentarzu… Wygląda „surowo”… nagrobne płyty i kamienie położone na nich… to wyraz miłości, modlitwy… zamiast kwiatów, których tu nie ma… Zatrzymuję się na dłużej w kaplicy „Dominus Flevit” (Pan zapłakał)… Przepiękny widok na Jerozolimę ze złotą kopułą Dome of the Rock (miejsca, gdzie Abraham chciał złożyć ofiarę z Izaaka) i Złotą Bramą, które pierwsze „rzucają się” w oczy… Jeszcze kościół „Ojcze nasz” z dziesiątkami tłumaczeń tej modlitwy, wypisanych na ścianach… Te przystanki, stają się stacjami-tajemnicami mojego „przesuniętego różańca”… Ostatnia z nich… to mój pokój. Jezus umiera na krzyżu… i słyszę to, co On chciał mi powiedzieć od początku, gdy poprowadził mnie do cerkwi grobu Matki… Z krzyża mówi do mnie… do Ciebie… „oto Matka Twoja”… i niech tak zostanie… Przez te dwa dni w medytacjach przyglądam się samemu sobie… Czasami wolimy tego nie robić, bo wynik nie zawsze może nam się spodobać. W pamięci przypominają się te nasze „ostatni raz” i „ostatnie szanse”… A On, Jezus patrzy z krzyża… „Torturuję” sam siebie pytaniem „dlaczego ja?”, dla czego On to zrobił dla mnie… i słyszę tylko jedną odpowiedź… Jak się wsłuchasz dobrze w krzyż to także ją usłyszysz… On… Jezus, umierając na krzyżu dla mnie, mówi „było warto”! Kaplica Dominus Flevit… zamykam oczy by wsłuchać się w szum cyprysów i pobliskiego gaju oliwnego… słychać odgłosy miasta, kolejne przechodzące grupy turystów… Jeden z przewodników mówi o wierze Abrahama… Jej siła polegała na tym, że Abraham nie sądził, iż Bóg może go powstrzymać przed złożeniem w ofierze Izaaka, ale wierzył, że Bóg może Izaaka wskrzesić z martwych… wierzyć „do śmierci”… Jak wiele rzeczy musi być „poprzesuwane” w moim życiu… tylko On, może je „ustawić” we właściwym miejscu…

3. Różaniec „Pasiasty”… Różnie nam się mogą „pasy” kojarzyć… Były może „pasy dzieciństwa” po wywiadówce, młodzieńcze „pasy na jezdni”, czy rożne „pasy bezpieczeństwa”… Ten różaniec, który jest w Twoich dłoniach, ma na krzyżu 6 pasów… czy pozwolą one przejść na „drugą stronę”, czy może okażą się „pasami bezpieczeństwa”? Powtórnie wróciłem na muzułmański cmentarz ze „Złotą Bramą” za plecami. O nią się oparłem… jej dotknąłem tym różańcem, by przejść „na drugą stronę” choć brama jest zamurowana… W medytacjach tego dnia przyglądałem się sobie, mojemu życiu… Wydawać by się mogło, że tak krótkie, a przecież tyle się uzbierało… Czasami nie dajemy rady dźwigać tego samotnie… Będąc w kaplicy adoracji, przy IV stacji drogi krzyżowej, obok miejsca, gdzie jak głosi tradycja, w kamieniu odcisnęła się stopa Matki, która ujrzała Syna dźwigającego krzyż… Tylko miłość, może pozostawić stały odcisk na skale i ją stopić… Ta miłość Matki i serce przepełnione bólem i cierpieniem… W moich oczach pojawiają się łzy… On dźwiga krzyż… to mój krzyż… On tak mnie kocha… Tak wielkich ludzkich łez ujrzałem w życiu… tak wielu byłem powodem… niech staną się kroplą, która drąży kamień i pozostawia na nim ślad, aż w końcu kamień pęka… Wieczorem wracam do „pęknięć”… Jestem w naszej domowej kaplicy na adoracji… Tysiące myśli przewija się przez głowę… To nie są „dobre myśli”… Jak to możliwe, że będąc tak blisko „Światła”, zdążamy do „Ciemności”?... Boję się tego „ciemnego płaszcza”… Klękam i odmawiam różaniec, chwytając się go jak „tonący brzytwy”… Coś we mnie pęka? Nie to hostia w monstrancji jest pęknięta… Chcę pocieszyć Jezusa mówiąc mu… „nie łam się”… a On cicho i spokojnie dotyka mego serca i szepcze… „ja się nie łamię, ja się z Tobą przełamuję”… Następnego dnia różaniec towarzyszy mi w Bazylice Grobu. Dotykam nim „pachnącej skały”… Niech pozostanie na nim zapach tego miejsc… Obok mnie grupa prawosławnych kobiet. Na tę płytę namaszczenia kładą święte obrazy, ikony, różańce, chusty… Pocierają nimi o płytę… Dla innej grupy, to okazja na „ciekawe zdjęcia”… zapewne przewodnik im nie powiedział, że wiara czyni cuda… Zaszyłem się w „podziemiach” Bazyliki. To tam św. Helena odnalazła krzyż jezusowy… Na ścianach znaki minionych wieków i pielgrzymów, którzy tu docierali… Ich wyraz wiary to w kamieniu, cegle, wyryty mały krzyż… teraz jest ich tysiące… to tam w rogu na małej kartce kreślę słowa podziękowania i prośby… ta kartka trafi do „ściany płaczu” w żydowskiej dzielnicy… Wierzę, że jak w Afryce, deszcze, który właśnie zaczął padać to znak błogosławieństwa…

4. Różaniec „OeRkowany”… Każdy różaniec choć podobny jest inny i wyjątkowy… Ten, ze swoimi „białymi plamami” z tyłu krzyża nie rzuca się w oczy, ale ta wyraźna literka „R” na paciorku „o wiarę, nadzieję i miłość” daje dużo do myślenia i pozostaje zagadką… To chyba „eRka”, która przynosi ratunek, bo jak inaczej wytłumaczyć to, czego był świadkiem na ciele i duchu… Wadi Qelt… to rozległa pustynia u bram Jerozolimy. Dziś, wraz z jednym księdzem, postanowiliśmy się z nią „zmierzyć”… Trudno znaleźć początek drogi, która kończy się ok. 40km dalej w Jerycho, nad Morzem Martwym. Musimy „skrócić” trochę naszą drogę, ze względu na „żydowskich osadników”, choć to palestyńskie terytorium… Nie chcą nikogo „wałęsającego się” w okolicy. Wbrew pozorom ta pustynia żyje… Nie brakuje piasku, kamieni, ale wędrując, trzymamy się blisko „wiekowego akweduktu”! Mijane osady Beduinów, których nic i nikt nie zmusił do „cywilizowanego życia”, za cenę utraty wolności, swobody poruszania się i radości „łapanych” podmuchów wiatru i promieni słońca, których wyzbyły się „blokowiska ludzkie”… Po paru godzinach drogi „szlakiem”, skrzyżowanie… wybieramy „górny wariant” i choć droga pnie się pod górę, jak każda spinaczka, ma swój kres i nagrodę… Cudowny widok na pustynię, wcinający się w nią olbrzymi "zielony” wąwóz i… PUSTELNIE! To klasztor św. Jerzego na pustyni Wadi Qelt! Przypomina mi się Etiopia! W pobliżu jednej z cel, opuszczonej przed wiekami, proszę o spowiedź… Jakże lżejszy jest „plecak życia”, gdy wyrzucamy niepotrzebne kamienie… Na horyzoncie pojawia się Jerycho. Postanawiamy wrócić i pójść drugim szlakiem… Pustynia okazała się „kapryśna” i „nieprzewidywalna”… Po paru godzinach drogi, trafiamy na wąski przesmyk między skałami, zalany wodą. Od tygodni nie padało… Woda sięga po kostki, po chwili po kolana… Nie spodziewałem się wody, a już zupełnym zaskoczeniem był fakt, że ksiądz idący przede mną nagle zniknął! To był jakiś uskok skalny w którym woda sięgała mi po brodę (krótko przyciętą!)… I na pustyni można się nieźle „wykąpać”! Mokrymi ubraniami się nie przejmujemy, bo po parunastu minutach marszu, pustynia nas osusza… Gdy trafiamy do przypadkowo złapanej okazji nad Jerozolimą pojawiła się tęcza… Bóg ma niesamowite poczucie humoru…Wieczorem nie było mi do śmiechu… Jakieś bóle w lewym boku obudziły mnie ok. 3 nad ranem… Myślałem, że przejdzie… ok. 5tej nie wytrzymałem i zwijając się z bólu, obudziłem siostry zakonne, które były pielęgniarkami… Szybka decyzja, że jedziemy do szpitala mnie nie uspokoiła. Różne myśli pojawiały się w mojej głowie… Pojawiający się lekarze, pielęgniarze i ich bezradność, bo nie wiedzą co to jest… Dopiero „USG” ok. 8ej „naprowadziło” ich na nerki… to „nerkowy piasek”, który postanowił „powędrować”… Po godzinach niewyobrażalnego bólu (mówiono mi, że porównywalnego z bólami porodowymi), przyszła ulga. Nie byłem pewien czy siostry zakonne trzymające mnie za dłonie wcześniej, pocieszające i odmawiające różaniec chciały mnie przeprawić „na drugi brzeg” czy może z niego zawrócić… Czy to one i ich modlitwa, czy może podane leki… jednego jestem pewien… zadziałało i przestało boleć…

5. Różaniec „Zamazany”… Zapewne nie wiele już widać, ale „od nowości” ten różaniec miał zamazaną literę „h” w napisie „Betlehem”… Co „wymaże” z mojego życia? Dzisiejszy dzień jest „szczególny” to dzień „przejście”… Po dniach ciszy i milczenia, mamy dzień „przerwy” gdy możemy rozmawiać a wieczorem zostaniemy „wprowadzeni” w 2 tydzień tych 30 dniowych zmagań! Dzień ten to „pielgrzymka” na „Górę kuszenia” w pobliżu Jerycha i nad Jordan, przy granicy z Jordanią, w prawdopodobnym miejscu chrztu Jezusa… Na „górze kuszenia” znajduje się klasztor, który wykuty jest w skale i „wciśnięty” w skalne szczeliny… Piękny widok na Jerycho, tę „zieloną wyspę” gdzie woda na pustyni czyni cuda i tę skalną ziemię zamienia w urodzajne pola. To jedno z najstarszych miast na świecie… Naukowcy mówią o 8 tysiącach lat historii tego miejsca… Jak wtedy wyglądało to miejsce? Czy Morze Martwe znajdujące się w pobliżu było już „martwe”? To był potrzebny dzień, choć chyba „przyzwyczailiśmy się” do milczenia, bo nie było słychać wielu rozmów… Wieczorem „zapadła cisza”, choć chyba nie byliśmy w stanie jej przerwać… Medytacje tego tygodnia to „ewangeliczne wędrówki”… Pierwsza medytacja to „Zwiastowanie”… Jezus rodzi się w nas… Czy zrozumie co znaczy „być ojcem”? Nie wpadając w „genderową pułapkę”, czy jestem w stanie „zrodzić” Jezusa? Być w „stanie błogosławionym” z Jezusem! Wiele rzeczy schodzi na plan dalszy… inne wydają się odległe, niewidoczne, jakby „zamazane”… jak literka „h” w napisie na krzyżyku tego różańca… Siadam w „bramie damasceńskiej”… Przyglądam się mrowisku ludzi zmierzających w różnych kierunkach… Ta brama otwiera się na drogę do Damaszku. Wędrował nią Paweł i… „upadł”. Moja medytacja jednak dotyczy „Nawiedzenia”… by rozpoznać Jezusa w człowieku, który przychodzi do mnie… by przynosić Jezusa tym, do których się udaję i jestem posłany… Wieczorna adoracja w kaplicy przy IV stacji drogi krzyżowej to dziękczynienie za tych, których spotkałem na moich drogach… Przepiękna posrebrzana monstrancja z elementami bursztynowymi jakoś „znajomo” wyglądają… „Układa się” w ikonę „Czarnej Madonny”… Jednak to nie obraz… Bursztynowa Maryja „dźwiga” Najświętszy Sakrament… Jezusa!

6. Różaniec „Niedopatrzony”… Przyglądam się tej kolejnej ikonie różańcowej i im dłużej patrzę tym mniej widzę… Jest „czysty”… Nie ma szczególnych znaków, a może właśnie to co niewidoczne i czego się nie dopatrzyłem jest jego znakiem charakterystycznym? Na rozmowie z kierownikiem duchowym wylosowałem kartkę „wyjątkowość”… Gdzie mnie zaprowadzi ten różaniec? Medytacje to Narodziny Jezusa, jego ofiarowanie, ucieczka do Egiptu, powrót i „młodość Jezusa”… Znów swoje kroki kieruję do stacji IV drogi krzyżowej… By być bliżej Matki… Narodziny Jezusa! Raduję się wraz ze świętą rodziną i te zaskakujące słowa Maryi… „Zaopiekuj się Nim”! To dar i łaska być ojcem, matką… Chyba jeden z najpiękniejszych… Ten różaniec i Maryja mówi dziś do mnie do Ciebie… „Zaopiekuj się Nim”… Zaopiekować się Jezusem… Kolejny dzień i medytacja „egipska”… Może to nie przypadek, że tego dnia „wylądowałem” na „świątynnym wzgórzu” obok meczetu El-Aksa, jednego z najświętszych miejsc Islamu, gdzie wg tradycji, Prorok Mahomet został wzięty do nieba… Nie mam wstępu do meczetu, ale góra przesiąknięta jest modlitwą Muzułmanów, Żydów, Chrześcijan… Jest oficjalny zakaz religijnego „afiszowania się” … Biblia, krzyże, Tora… zostaną odebrane przy bramie… W tym miejscu „ucieczka do Egiptu” wydaje się taka realna… Co ciekawsze… przyzwyczajamy się do miejsc, ludzi i gdy Bóg sugeruje wędrówkę, my… nie chcemy wracać! Moje wędrówki różańcowe po tych tajemnicy dotykają tego „piękna”… Równocześnie pokazując Jezusowi piękno, zachwyty i świat… uświadomiłem sobie, że nie mówiłem mu nic o Bogu… „Cóż to za droga, która nie prowadzi do cerkwi” mówi starsza kobieta w filmie „Pokuta”… Co pozostanie po mnie, gdy nie będę mówił ludziom o Bogu… Jakże często moją tajemnicą staje się „zagubienie Jezusa” i by go odnaleźć, trzeba wrócić do „świątyni”… Tam go znajdziemy… i tylko On jest w stanie sprawić, że to co zwykłe, stanie się niezwykłe… wyjątkowe… a My „niedopatrzeni”… bo niczego innego i nikogo innego się w nas „nie dopatrzy” poza Bogiem i Jego Miłością…

7. Różaniec „Zabliźniony”… Na prawym ramieniu krzyżyka tego różańca jest czarna smuga, „blizna”, która go przecina… Wszystko i wszyscy w naszym życiu pozostawiają ślad… Czasami jest to ciepły dotyk, uśmiech, radosny czas, który pragniemy zatrzymać i by się nigdy nie kończył… Czasami te ślady bolą i pozostawiają rany, które goją się „wiekami”… Kolejne dni tych 30stu spotkań… Dziś wracam do „domu”… Kościół św. Anny, miejsce gdzie przebywam, opodal „sadzawki Bethesdy”… To tu w kościelnych podziemiach jest miejsce, uważane za „dom Maryi”. Nie przeszkadza mi nawet fakt, że kilkadziesiąt metrów bliżej „bramy Lwów”, znajduje się podobna tabliczka, informująca, że to jednak tam jest „dom Maryi”… Różaniec przez te dni prowadzi mnie po moim życiu. Jest za co dziękować i znacznie więcej jest tych chwil niż pozostawionych ran i powodów by się wstydzić czy uciekać. Podziemia św. Anny wypełnia cisza. Od czasu do czasu przewija się jakaś grupa pielgrzymów, choć w tych miejscach tak trudno zdefiniować i odróżnić turysty od pielgrzyma… Moje duchowe zmagania to raz jeszcze wybór… Opowiem się za „Światłem” czy „Ciemnością”… Wydawać by się mogło, że to tak prosty i oczywisty wybór. Prawdę zna jedynie ten, kto WYBRAŁ… Czy mój przystanek w „domu Maryi” oznacza nowy dom, nowe życie? Ruszam za bramę domu i miasta. Wiedziony jakąś siłą, skręcam i zatrzymuję się znów na muzułmańskim cmentarzu. Dziwny chyba jestem, ale to jedno z piękniejszych miejsc. Dolina Cedronu, Góra Oliwna, moje plecy opierające się o mury Jerozolimy i ta „śmiertelna cisza”… Tutaj moje myśli powędrowały do dnia, gdy i ja już będę wszystko wiedział, nie będę musiał zadawać pytań… Mój pogrzeb. Widzę ludzi mi bliskich i tych, o których zaledwie się „otarłem”… Jest ich wielu. Piękne przemówienia i zastanawiające słowa Jezusa… „szukał przez całe życie. Teraz już nie musi”… To moje życie jest piękne i bogate. Trudno się z nim rozstawać. Ale przecież, to nie do końca „ja” i „moje życie”. Dokonałem wyboru, nie muszę szukać… Zabliźniają się rany. Są one częścią mojego życia… Czy Jezus wstydziłby się zadanych mu ran? Zachodzi słońce. Kończy się kolejny dzień. Jak każdy jest ostatnim i pierwszym… wyjątkowym!

8. Różaniec „Podkreślony”. Czy to tylko „fizyczne” naznaczenie i te kreślenia na krzyżyku pod napisem „Betlejem” czy może „proroctwo”, że coś ważnego, godnego „podkreślenia” stanie się ze mną i we mnie? „Zaszyłem” się w kaplicy przy II-ej stacji drogi krzyżowej. Tam wędruję modlitewnie z Jezusem… dzieje się dużo. Jestem jak „niemy”, ale On przywraca mi mowę. Prowadzę Go „na skróty”, do moich Bliskich, tych, których kocham. A on wybiera ich, wybiera mnie… i nawet łzy cieknące po twarzy nie rozmyją we mnie tej chwili i szczęścia. Jak dobrze, że zaczęło padać… Nikt się nie dziwi mokrym śladom na mej twarzy, gdy przeciskam się przez tłum sprzedawców i kupujących. Dziwnie cicho robi się dopiero w dzielnicy żydowskiej. W tej, w której żyję i mieszkam (arabskiej), mam wrażenie, że nikt i nigdy nie zasypia. Zatrzymuję się pod „ścianą płaczu”… Tak niewiele zostaje po tym co wybudowaliśmy z „kamienia”… Siłą tego miejsca jest ten modlitewny szept, ukryty w szczelinach kamienia… Wspinając się po schodach mijam potężny, złoty siedmioramienny świecznik, dar do przyszłej świątyni… Moje myśli wędrują wraz z Jezusem, który powołuje kolejnych uczniów… To moi Przyjaciele. Nie dziwię się Jezusowi, że Jego „mianownikiem” wyboru, nie jest ilość odprawionych mszy czy zaangażowanie we wspólnocie… Niektórzy przecież są dalecy od „struktur”, a inne… jak „Maria Magdalena”… Ale On nas wybiera! W moich uszach słyszę dziwną dyskusję, miedzy „uczniami” i ludźmi… „Śmierdzicie rybami. A wy brudnymi pieniędzmi!”… Gdy do stołu usiądziesz z biednymi, bogaci przyjdą… Jednak gdy zasiądziesz z bogatymi, dla biednych zabraknie miejsca… Tak różne są „stoły mojego życia”… Po ciemku, wracam do domu. Każdy sklepikarz ma nadzieję, że to do niego idę i u niego się zatrzymam. To tylko jeden dzień, a tak wiele się zdarzyło. Co przyniesie następny? No i rozszalała się burza… Czasami czuję się bezpieczny, chroniony, jak pod kloszem… Przecież jestem Jego uczniem, On mnie wybrał. Jednak to nie usprawiedliwia bezczynności, pychy czy lenistwa… Dzisiejszy dzień to ewangeliczna „burza na jeziorze”… Jakże bardzo realistyczna, gdy „dotknę” tych wszystkich „burz” w moim życiu… Wciąż wydaje mi się, że albo to mnie nie dotknie, albo że sam sobie poradzę… A wystarczy przecież „obudzić” Jezusa lub jeszcze lepiej… nie pozwolić Mu „zasnąć” w naszym życiu! Ta noc, będzie kolejną jaką spędzę w Bazylice Grobu… „Podkreślony” różaniec mi wciąż towarzyszy. Ojcowie i mieszkający tu mnisi, zaczynają mnie rozpoznawać. I miejsce staje się coraz bardziej bliskie. Moje stałe „przystanki”. Golgota… Ikona Jezusa na krzyżu, obok Maryja i Jan… Dziesiątki zapalonych oliwnych kaganków, które nigdy nie gasną. Skała Golgoty wciąż „ciepła”. Strome schody i „pachnąca płyta”. Kolejny dziesiątek różańca. Grób mały, ciasny, zdaje się mówić, że nie warto tu zostawać, że to tylko próg, który należy przekroczyć… Kaplice, świece, obrazy, cisza… Dopiero ok. północy mnisi zaczynają swoje modlitwy, liturgie. Zaczyna się wszystko od okadzenia. Kolejne upływające godziny i otwarte drzwi świątyni. Choć jest dopiero 5-ta nad ranem, wlewa się tłum pielgrzymów. Chwilę później zaczyna się prawosławna liturgia. Życie jest „za drzwiami” niezależnie z której ich strony się znajdujesz!

9. Różaniec „Łaciaty”… To paciorek „o wiarę” ma „łatkę” i ta „łaciatowość” przylgnęła do całego różańca… Oby okazał się co najmniej tak wartościowy jak jego „łaciata” siostra, choć z rogami, ale dzieląca się mlekiem. Od rana wiem gdzie skieruję moje kroki… Cerkiew Mari Magdaleny. To prawosławny żeński klasztor, którego bramy otwarte są tylko 2 razy w tygodniu. Dziś to będzie „mój dzień”… Mijam „bramę Lwów”, za plecami pozostaje muzułmański cmentarza i górująca nad nim „Złota Brama” i potężna kopuła Dome of the Rock. Jestem coraz „mniejszy” w Dolinie Cedronu. Po jednej stronie Wzgórze Świątynne, na przeciwległym brzegu… Góra Oliwna. To najbardziej „zaludniona” dzielnica! Zgodnie z religijną tradycją Żydów, zmartwychwstanie przy przyjściu Zbawiciela rozpocznie się od Doliny Cedronu, stąd tu właśnie znajdują się cmentarze muzułmański, chrześcijański i potężny cmentarz żydowski… Rzucam okiem na cerkiew „Grobu Maryi”, przechodzę obok zaparkowanych autokarów przy Bazylice Narodów w Ogrodzie Oliwnym i stromą ścieżką wijącą się wśród murów zmierzam do już otwartej bramy klasztoru św. Mari Magdaleny, prawosławnej cerkwi, której złote kopuły kryją w swoim wnętrzu przepiękne ikony i grób prawosławnej świętej carycy… W ogrodzie jest cicho. Gdzieniegdzie krzątają się siostry. Liczne „pustelnie” i strome schody, które „przenoszą” mnie w czasie i wyznaniu… Ikonostas i cudowny śpiew pielgrzymów… Może to „zbiorowa solidarność”, może to dym świec, może to morze innych powodów, sprawiają, że jak przychodzący tutaj pielgrzymi, wzruszeni, znający historię tej, która bardzo umiłowała, przecieram oczy i to nie ze zdziwienia, ale by ukryć spadające łzy… Dolinę Cedronu także wypełniła muzyka. Młody chłopak gra na flecie… Nie ma tu za wielu słuchaczy, przynajmniej tych żyjących, bo przecież wokół są groby, ale chyba nie o „widowisko” mu chodzi. Mój następny przystanek to „brama Damasceńska”. To miejsce wybrałem sobie na medytację „cudu rozmnożenia chleba”… Jezus nakarmił 5 tys. mężczyzn… Liczba, z którą się osłuchaliśmy, ale 5000 to ile? Postanowiłem policzyć tych, którzy przechodzą przez bramę. Kobiety, dzieci, starcy… Ludzie i ich historie… Potrzebowałem ok. godziny, by zliczyć 500 osób… Nie mogę tu zostać dłużej. Moją modlitwą obejmuję tych, których dotknął mój wzrok. Niech zaniosą do swoich domów i rodzin boże błogosławieństwo… Wierzę, że nakarmionych zostanie 5 tys. ludzi i więcej… Stać się chlebem dla innych… Dawać im chleb eucharystyczny i samego siebie… Mam wrażenie, że czasami jestem bardziej „suchArkiem” niż chlebem. Czasami może wyschniętym i czerstwym… ale przecież nie można wypiec chleba tylko z mąki… potrzeba też „zakwasu”… Kolejny dzień był listowny… Za radą i sugestią mojego przewodnika duchownego, postanowiłem napisać… list do Jezusa! Miejsce jakie wybrałem to Kaplica „Ecce Homo” przy drodze krzyżowej… Czy to miejsce stanie się świadkiem obrazu „Ecce Arkadiusz”? Szukając słów wędrowałem… Najpierw podziemia, gdzie być może był więziony Jezus… Choć znajdujemy się parę metrów pod poziomem drogi, to tu można znaleźć fragment „kocich łbów” rzymskiej drogi sprzed wieków. Miasto palone, burzone, odbudowywane, powstawało na gruzach historii. Kaplica i niemy świadek minionych czasów w postaci fragmentu łuku triumfalnego z czasów rzymskich… Chyba ciągnie mnie do światła… Kończę moje „szukanie słów” na dachu, który jak większość jerozolimskich domów jest równocześnie tarasem. Zacząłem pisać list… Długo pisałem…

10. Różaniec „Podzielony”… To chyba ten pasek w połowie prawego ramienia krzyża tak go „podzielił” i nazwał… Może dla tego stał się też świadkiem „podziałów”… Poranek spędziłem w jego towarzystwie na „świątynnym wzgórzu”. Jest ono teraz terenem muzułmańskim. Nie będąc Muzułmaninem by tam się dostać, musze odczekać swoje w kolejce, nieopodal „Ściany płaczu” w żydowskiej dzielnicy. Jest parę wejść na wzgórze świątynne, ale każda z bram jest „kontrolowana” przez mocno uzbrojonych izraelskich żołnierzy i policję. To miejsce jest wciąż „kością niezgody” i trudno sobie wyobrazić jakieś rozsądne rozwiązanie. To na tym wzgórzu Abraham chciał złożyć Izaaka w ofierze. Trudno obecnie przeoczyć to miejsce… Wyraźnie widać w nim „dotyk Islamu”. Potężna budowla, złota kopuła, arabskie napisy na ścianach i te dziwnie pasujące niebiesko-zielone płytki na ścianach z zewnątrz… Miejsce ważne zarówno dla Żydów, Chrześcijan jak i Muzułmanów… Wcześniej była w tym miejscu świątynia, której rychły koniec zapowiadał Jezus. Pozostał tylko mur, świątynna ściana, opłakiwana od wieków… Na wzgórzu jest jeszcze jeden z największych meczetów Al-Aksa. Święte miejsce Islamu. Czasami uda się tu wtargnąć „nadgorliwcom religijnym”, którzy uważają to miejsce za swoje… Moje palce przesuwają paciorki różańca, schowanego w kieszeni kurtki. Czy kiedyś to miejsce będzie miejscem spotkania? Przed południem zajrzałem jeszcze do klasztoru benedyktynek na Górze Oliwnej. Tam ciągle ktoś się modli w kaplicy… Jedna z sióstr, pochodząca z Egiptu, „pisze ikony”… Jest ich tu pełno. One stają się moją modlitwą… Siostry tu żyjące są jakby „oddzielone” od świata murem ciszy i modlitwy, a przez to w jego centrum… Następnego dnia na moje drodze wyrasta „Bazylika Zaśnięcia”… Uświadamia mi, że chyba coś „przespałem”… Mój list do Jezusa… coś mi w nim nie pasuje, czegoś brakuje… Czy tylko dla tego go potargałem? Piszę w głowie a później na kartce drugi list… Tym razem o wiele krótszy… W pierwszym było dużo słów, ale chyba nie wiele życia… ten drugi, choć skąpy w słowach to pełen życia…

11. Różaniec „Pochyły”… Krzyżyk w tym różańcu, choć urzeka są bielą, ma jednak „pochylony” napis. Od początku wiedziałem, że w moich rekolekcjach znalazłem się na „równi pochyłej” i nie ma odwrotu! Moje jerozolimskie wędrowanie zaprowadziło mnie do Wieczernika. Nie mogłem uwierzyć, że to jest „to” miejsce… Pusto, pokój „na piętrze”, obszerna sala, na jednej ze ścian płaskorzeźba o motywach wczesno-chrześcijańskich… I ta cisza, niespotykana dla miejsc, związanych z Jezusem… Chyba „trafiłem” w jakąś „kosmiczną czarną dziurę”… Moja modlitwa i myśli dotykają tych chwil, gdy Jezus umywa nogi… gdy bierze chleb i kielich wypełniony winem… I ta chwilami „przerażająca” świadomość i odpowiedzialność… To wszystko dla mnie i przeze mnie… Po chwili było już „normalnie” rozśpiewana pielgrzymka z Hiszpanii, „natchniona” pielgrzymka z Nigerii (zaczęli mówić językami, płakać, śpiewać, niektórzy kładli się na podłodze) ale wszyscy, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, milkli, gdy przewodnik miał parę słów do powiedzenia. Niektórzy kończyli pobyt w wieczerniku krótką modlitwą, wielu po zrobieniu setek zdjęć, odchodziło do „kolejnej atrakcji”… Ta sala bardziej przypomina „pięćdziesiątnicę” niż „ostatnią wieczerzę”… Udaję się do „małej Polski”. Takich miejsc jest mnóstwo, rozsiane po całym świecie… to polski cmentarz z okresu II wojny światowej! Słyszałem o tym miejscu wiele lat wcześniej. Nie sądziłem, że dla tak wielu, ta Ziemia Obiecana, stała się na zawsze „domem”… Imiona, daty… Kres ludzkich wędrówek i marzeń, przynajmniej tych ziemskich. Tutaj zatrzymuję się dłuższą chwilę przy grobowcu, na którym obok kwiatów jest mnóstwo kamieni… To przecież żydowski zwyczaj, z którym się spotkałem na cmentarzu żydowskim, gdzie kamienie na płycie nagrobnej są jedyną „dekoracją”, lub wyrazem bliskości, bo kamienie pochodzą chyba z „miejsc bliskich”… Na tym chrześcijańskim cmentarzu jest to widok zaskakujący. Wszystko wyjaśnia napis „Schindler”. To przecież on uratował w czasie wojny setki Żydów. Wdzięczni za życie, ocaleni lub ich bliscy, składają te „kamienne kwiaty” na nagrobnej płycie… Kilkadziesiąt minut później dotykam innej „płyty”… Kaplica Narodów, tak nazwana, ze względu na wkład licznych narodów w jej budowę. We wnętrzu znajduje się skała, zgodnie z tradycją, świadek krwawego potu Jezusa. To przecież Ogród Oliwny… Obok stary gaj oliwny. Niektóre z tych drzew mają wiek chrześcijaństwa… Nie mają tam wstępu wszyscy pielgrzymi, tylko „wyjątkowi”… ja się do takich nie zaliczam, ale gdy widzę, grupę zakonników w habitach, dla których „po znajomości” brama zostaje otwarta, na myśl przychodzi mi tylko jedna rzecz… przyszła kohorta by pojmać Jezusa… To tu kontynuuję moją pasyjną medytację… Oczami wyobraźni widzę Jezusa pojmanego, osadzonego w celi… Samotnego… Z nieukrywanymi pretensjami w głosie zwracam się do Jezusa, pytając o uczniów… Przecież został sam… Po chwili zauważam, że przecież nie jest sam, bo ja jestem tego świadkiem?! Pretensje zmieniają się w wdzięczność, że i ja mogę być z Nim, że mogłem zostać. A On tak po prostu dziękuje mi, że chciałem zostać! Dawno tak nie płakałem i nie wstydzę się tych łez! Równia pochyła… Gdy dokonaliśmy wyboru, albo zostajemy z Nim, albo dołączamy do „kohorty”…

12. Różaniec „Równoległy”… Po przekątnej belki pionowej i prawego ramienia krzyżyka, biegną 2 delikatne „równoległe” paski… To chyba droga, wyznaczona dla mnie i dla tej osoby, która ten krzyżyk otrzyma… Prowadzi mnie w różne miejsca. Czas spędzony w kaplicy adoracji przy stacji IV drogi krzyżowej, czas u sióstr Benedyktynek na Górze Oliwnej, gdzie wciąż jestem niemy z zachwytu i moja modlitwa polega na „patrzeniu” a może raczej „czytaniu” „pisanych ikon”, jest też kościół ormiański. Dziś wstałem wcześniej. Już ok. 6tej byłem w ormiańskiej katedrze na porannych modlitwach. Urzekający śpiew, liturgia słowa, okadzenia. Nie wiele rozumiem, ale rodzi się jakaś „braterska jedność” w tej wiekowej katedrze. W tych dniach mamy także „nocny pasyjny marsz”! Zaczynamy ok. 3ej nad ranem w naszym kościele św. Anny, poprzez ogród oliwny, kościół św. Piotra „Galicantum” (piejącego koguta) i kończymy mszą na Golgocie ok.7ej rano… To nie „tradycyjna” droga krzyżowa i XIV stacji, ale bardziej kroczenie śladami pozostawionymi w Piśmie Świętym… To także kolejna noc spędzona w Bazylice Grobu i… pustka, jakiej nigdy nie doświadczyłem. Wcześniej był czas bliskości z Jezusem, gdy zasłonił mnie swoim ciałem podczas biczowania… Miał ciągle otwarte oczy… Przecież łatwiej znosić ból z zamkniętymi, ale jak tu nie płakać, gdy Jego jedynym argumentem jest fakt, że nie mógł by mnie widzieć przy zamkniętych oczach… I znów „patrzenie”, choć tym razem pod krzyżem… Gdy po ludzku, chciałoby się oszczędzić przykrego widoku umierającego syna, a tym razem Matka, prosi by pozostać, by być w ostatnim spojrzeniu konającego Syna. By nas widział, gdy zamyka oczy… Kilkanaście godzin później rozpoczął się „koszmar”… Ta pustka, wątpliwości i oczekiwanie na wielkanocny poranek… Kolejny dzień to znów „przejściówka”. Udajemy się w drogę, jak te dwa równoległe paski na krzyżyku tego różańca… Emaus, Jaffa. Dzień wypełniony słońcem i ostatnie dni rekolekcji. Czas „wędrówki” ze Zmartwychwstałym…

13. Różaniec „13sty”… Nie kupowałem go, lecz dostałem od sióstr Benedyktynek. Zachowałem go dla siebie… Różnie można odczytywać tę liczbę… Czy jest „pechowa”? czy po prostu kolejna? Otrzymałem go już po rekolekcjach. „Zdążył” spędzić za mną noc w Bazylice Grobu i dotknąć wielu miejsc, które stały się dla mnie bliskie. Mój różaniec „prywatny” zostawiłem mojemu przewodnikowi duchowemu. Pozostałem „na lodzie”, albo zdałem się na bożą opatrzność. Moją „pożegnalna” modlitwa u Benedyktynek, pożegnanie z ikonami, prośba skierowana do sióstr o modlitwę i prezent… różaniec! Czekał na mnie tak długo… jak Jezus… Te ostatnie dni to poszukiwania Jezusa. „On Zmartwychwstał, nie ma Go tutaj”… Ale gdzie jest… Skończyły się rekolekcje, a ja go wciąż nie spotkałem… I słowa mojego „przewodnika duchowego”… „czy sądzisz, że Jezus nie ukazałby się swojemu umiłowanemu uczniowi”? Kilkanaście minut później „rzuciłem” się w fale by Go spotkać…
Ten „13sty” różaniec, jest także różańcem każdego z Was! Codzienność… radości, kłopoty, plany, marzenia i to pytanie, które każdy z Nas musi sobie zadać… Wybrał Nas On i czy naprawdę sądzisz, że Zmartwychwstały Jezus nie ukazałby się temu, tej, którą umiłował i wybrał? Szukaj… w dłoniach masz drogowskaz… różaniec… Jeden z „dwunastu”, ale niech się okaże tym „13stym” różańcem spotkania miłujących się dwóch osób…


ks. Arkadiusz Nowak (kwiecień 2014)


ps. Dziwne? Śmieszne? Przypadek? Boży palec? Jak to zrozumieć i wyjaśnić, że kończy się 13sta strona „pisania” moich „różańcowych ikon”…
Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

batiq
13/02/2014 21:05
adres: lm@sma.pl to nie jest "i", ani duże ani małe smiley Chwilowo, tzn. do początku marca może nie być odpowiedzi, ale później na bank będzie! smiley

rybolub
13/02/2014 12:17
Chciałem kupić książkę, ale ten adres Im@ jest chyba błędny...ani z dużej ani z małej litery nie działa smiley Ktoś mnie słyszy? smiley Proszę o pomoc !

mariab
22/09/2013 16:59
Cześć !!! Chciałabym poznać Twoją historię... daje dużo do myślenia Twoja książka!!!

dzikaczeresnia
11/06/2013 19:01
Gratuluję książki! Gdzie można kupić? smiley

by mógł zdarzyć się cud... PEKAO S.A. XIII O/Warszawa 44 1240 2034 1111 0010 0294 7759 tytułem: ks. Arkadiusz Nowak misja Moita Bwawani

265751 Unikalnych wizyt
Engine: PHP-Fusion v6.01.6 © 2006
ADW Lion Heart - Theme by Amilla Dee Webdesign


Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową | Zgłoś nadużycie | okazjanazakupy.pl