Strona Główna ˇ Artykuły ˇ Download ˇ Forum ˇ Linki ˇ Kategorie NewsówCzwartek, Czerwiec 20, 2019
Nawigacja
Strona Główna
Artykuły
Galeria
Kontakt
Download
FAQ
Forum
Linki
Kategorie Newsów
Szukaj
Online
Gości Online: 1
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 57
Najnowszy Użytkownik: Marekpam
Łajnowatość...

Obudził mnie śpiew ptaków. Jest jeszcze ciemno, jest wciąż zimno. To czerwiec, czyli tu w Tanzanii w okolicy miasta Arusha, u stóp góry Meru i „w cieniu” Kilimandżaro, panuje kalendarzowa „zima”. Rano temperatura może spadać do 8’C. Dopiero w ciągu dnia powoli słupek rtęci będzie się wspinał by ogrzać zmarznięte kości, świat… A świat, w którym żyję to Masajowie „Łowcy horyzontów” jak zwykłem ich nazywać. Ci niestrudzeni wędrowcy, próbujący dotrzeć ze swoimi stadami do granic horyzontu. Są pasterzami i uważają, że wszystkie krowy należą do nich, bo tak chciał bóg „Lengai Narok” („ona jest czarna”), który przynosi deszcz i obfitość rodzinie i stadom. Tak jak Eskimosi mają kilkadziesiąt słów na opisanie śniegu, tak i Masajowie mają całe „słowniki” na opisanie krowy i wszystkiego co z nią związane. A krowa to dla nich „członek rodziny”. Choć mają ich wiele, to rzadko dochodzi do sprzedaży, no bo kto by sprzedał „własne dziecko”. Te krowy, mają swoją rolę w różnych okresach życia i celebracji we wspólnocie masajskiej. Kobieta wychodząca za mąż nie opuści domu dopóki nie zostanie zagoniony cielak do chaty, w której mieszka, bo przecież stan liczebny dzieci musi się zgadzać! Gdy urodzi się dziecko, to krew z krowy wymieszana z mlekiem będzie znakiem dla ojca, że urodziła się dziewczynka (w przypadku chłopca krew z byka). Mleko jest symbolem błogosławieństwa i życia. To mlekiem błogosławi się w ważnych chwilach życia wspólnoty. Krowi tłuszcz będzie użyty jako „lekarstwo” do namaszczeń. To niekończąca się lista. Pewnego wieczoru wracałem do domu. Spotkałem gromadkę dzieci z workami, chodzących po polu i zbierających „coś”. Myślałem, że to jakieś zioła. Okazało się, że zbierały wysuszone krowie łajno, które jest bardzo dobrym „paliwem opałowym”, wykorzystanym do gotowania! To samo łajno może posłużyć także za lekarstwo, gdy jest wymieszane z wodą, gotowane i wdychane. Wydaje się to śmieszne, ale jak się zastanowić… Przecież krowa je różne zioła i coś z nich musi zostać! Krowie łajno to także budulec. Wielokrotnie widziałem też kobiety mieszające łajno z wodą i „stawiające ściany”. Na przygotowany „szkielet” z gałęzi jest narzucany ten budulec, który wysychając stanowi doskonały izolator dla wnętrza domu. W dzień chłodno, w nocy ciepło. Tania jest też renowacja, bo dokłada się tylko nową warstwę łajna. Wysychając staje się twardą ścianą! Ale dopiero dzisiaj przekonałem się, że to krowie łajno to także element błogosławieństwa. Przywykłem do dotykania głów dzieci moją dłonią na znak powitania i błogosławieństwa, przywykłem do opluwania, które też jest znakiem błogosławieństwa, po raz pierwszy spotkałem się z „błogosławieństwem łajnem”… Taka to może ta masajsko-łajnowata rzeczywistość?!
Dochodzi 6.30 czas się zbierać! Wszystkie ważne rytuały w „mlecznej krainie” mają miejsce albo wieczorem (gdy krowy wróciły z pastwisk) lub wcześnie rano (zanim krowy pójdą na pastwiska). Moja zaprzyjaźniona rodzina zaprosiła mnie na „błogosławieństwo” ich syna. Nie wiedziałem, jak będzie ono wyglądało. Byłem świadom wyróżnienia, które mnie spotkało. Młody, zaledwie 16 letni chłopak będzie pobłogosławiony przez starszyznę i ustanowiony „legwanani”! Jest to jedna z najwyższych „godności” w społecznych strukturach masajskich. „Legwanani” jest wybierany przez grupę rówieśników i będzie ich „mężem zaufania”. To do niego będą się zwracać z problemami, to on będzie ich godził między sobą i w sporach z innymi grupami wiekowymi. Męska społeczność masajska dzieli się na „grupy wiekowe”. Wiąże się to z wiekiem i czasem, gdy byli wojownikami, odpowiedzialnymi za bezpieczeństwo rodzin i stad! Otrzymywali wtedy imię, które pozostało z nimi na zawsze i więzi braterskie nie do zerwania! W roku 2011 rozpocznie się rytualne obrzezanie chłopaków, którzy będą stanowić nową grupę wiekową, nowych wojowników. Ci obecni przez jakiś czas będą im pomagać, inicjować, ale z czasem sami przejdą inny rytuał, w którym wejdą w grono starszyzny plemiennej. Nowa grupa potrzebuje „męża zaufania”. I to właśnie „Lowasa”, syn moich przyjaciół został wybrany przez setki przyszłych wojowników na ich „człowieka zaufania”! Niesamowite wyróżnienie, zaszczyt, a zarazem i odpowiedzialność!
Wszędzie w bomie krzątają się ludzie, a niespokojne krowy wyczuwają, że coś się będzie dziać. Pośrodku „bomy” jest zagroda dla krów. To najważniejsze miejsce w „bomie”, którą stanowi grupa okrągłych domków wybudowanych wokół zagrody. Domy rzecz jasna z krowiego łajna i pokryte strzechą. Pośrodku zagrody na ziemi leżą dwie suche krowie skóry i obok mały taboret. Poszedłem się przywitać ze starcami, odwiedzam rodziców przyszłego „legwanani”. Ten ostatni odświętnie ubrany, obwieszony licznymi koralami, które znajdują się zarówno na szyi jak i na przedramionach a nawet nogach! Jest spokojny i milczący… Czeka. Grupa starców przygotowuje „kibuyu” masajskie butelki, w których umieszczane jest mleko i zatykane trawą. Trawa to symbol przebaczenia! Rodzina, sąsiedzi gromadzą się w zagrodzie. Wokół nas, wśród nas mało zainteresowane wszystkim krowy. Czterech starców z „kibuyu” stoi blisko taboretu, na którym jest umieszczane krowie łajno. Przybywa ludzi. Przyszły „legwanani” siada na skórze umieszczonej na ziemi. Wraz z nim najbliższa rodzina, rodzeństwo i inni „layok" (młodzi chłopcy, którzy będą za parę miesięcy wojownikami). Chłopcy trzymają w swych dłoniach pasterskie kije. Wszyscy muszą się pomieścić na tych dwóch krowich skórach. Łajno na taborecie zostaje wymieszane z wodą a następnie po długiej litanii starców pobłogosławione mlekiem.
Następuje błogosławieństwo „rungu”, to coś w rodzaju „buławy”, która stanie się symbolem władzy i autorytetu posiadacza. „Rungu” jest smarowane krowim łajnem, a następnie 3 krotnie podawane „Lowasie”, który je dotyka dłońmi. Dopiero za trzecim razem „rungu”, buława trafia do rąk „legwanani”. Następuje radosny śpiew i starzec przewodniczący ceremonii, nabierając trochę łajna do swojej dłoni, podchodzi do Lowasy i „namaszcza” go łajnem na czole a następnie jego prawe ramię. Następnie podchodzi do rodziców młodego „legwanani” i także ich namaszcza, ale ogranicza się jedynie do czoła. Kolejne osoby zostają „pobłogosławione”. Dotyczy to tych, którzy siedzieli na krowich skórach. Wszystko odbywa się przy towarzyszącym śpiewie kobiet, które stoją obok. Następnie pojawiają się starcy z „kibuyu” wypełnionym mlekiem. To oni rozpoczynają swoją modlitewną litanię (by ta, która nam zsyła deszcz, swoim czarnym płaszczem osłoniła Lowase, by ta która zapewnia nam obfitość mleka, sprawiła by go nigdy nie zabrakło w naszych domach, by ta, która prowadzi nas na zielone pastwiska, prowadziła Lowase na jego drogach…). Starcy kontynuując swoją modlitwę błogosławią siedzących na skórach i równocześnie obchodzą zagrodę i błogosławią krowy. Końcowe słowa litanii modlitwy, na które wszyscy chóralnie odpowiadali „ngai” (o boże, niech się stanie)… Wraz z ostatnimi kroplami mleka, zostaje na siedzących rozrzucona trawa, która zatykała „kibuyu”. Młodzi chłopcy „laiok” wkładają sobie te zielone źdźbła za ucho. To pamiątka jak i namacalny znak błogosławieństwa.
Dobiega końca pierwsza część uroczystości. Przy dźwiękach masajskich pieśni, udajemy się do domu moich przyjaciół, gdzie do tej pory mieszkał Lowasa. Tam będzie udzielone kolejne błogosławieństwo. Niewielka chata, Lowasa siedzący na taborecie, starszyzna wokół i tylko matka spośród kobiet miała zezwolenie na uczestniczeniu w tym rytuale. Ciężko oddychać. W domu przecież nie ma okien. Żarzące się ognisko pośrodku też nie pomaga… Jeden ze starców wyciąga przed siebie „czarne rungu”. Zostaje ono pobłogosławione trawą i mlekiem (mlekiem zostaje pokropione a następnie wytarte trawą). Po tym błogosławieństwie „rungu” dotyka twarzy Lowasy a następnie trafia do jego rąk. To kolejny symbol jego „władzy i autorytetu”. Nawet panujący półmrok w chacie nie jest w stanie ukryć łez wzruszenia matki. Następują gratulacje, radosny śpiew. To nie koniec jednak uroczystości. Starszyzna zabiera Lowase w ustronne miejsce w celach „pouczeń”. Każdy ma jakieś „ważne słowo” mu do powiedzenia. To wskazówki dla Lowasy na początku jego drogi jako „legwanani”. I ja mam mu parę słów do powiedzenia. Czuje się częścią tej wspólnoty. Moje słowa są proste… Szacunek dla każdego, umiejętność słuchania i przyznawania się do tego, że czegoś się nie wie… Na początek wystarczy… Wracamy do bomy. Wita nas tym razem śpiew „layok”. Nie jest to częsty widok, ale dziś jest ich święto. Jeden z nich, został „namaszczony”, a tym samym uznanym za równego przez starszyznę. Śpiew i taniec będą trwały do późnego popołudnia. Słyszę go z misji, na którą musiałem wrócić. Słońce jest wysoko, w końcu zrobiło się trochę cieplej, choć nie wiem czy to ciepło pochodzi z zewnątrz, czy może z mojego serca. Uświadomiłem sobie czego byłem świadkiem i jak wielkie spotkało mnie wyróżnienie. Jak wielkie zaufanie zostało mi okazane. Nie wielu ludzi słyszało o tej ceremonii, która przecież odbywa się raz na 14 lat a do tego „legwanani”, jest ich zaledwie kilkudziesięciu na cały masajski świat. Zapewne tylko paru „Białych” było świadkiem tego rytuału, o ile nie jestem jedynym „Białym”, który to widział na własne oczy… Ale czy ja jestem jeszcze „Biały”?!
x. Arkadiusz Nowak Tanzania 2010

Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

batiq
13/02/2014 21:05
adres: lm@sma.pl to nie jest "i", ani duże ani małe smiley Chwilowo, tzn. do początku marca może nie być odpowiedzi, ale później na bank będzie! smiley

rybolub
13/02/2014 12:17
Chciałem kupić książkę, ale ten adres Im@ jest chyba błędny...ani z dużej ani z małej litery nie działa smiley Ktoś mnie słyszy? smiley Proszę o pomoc !

mariab
22/09/2013 16:59
Cześć !!! Chciałabym poznać Twoją historię... daje dużo do myślenia Twoja książka!!!

dzikaczeresnia
11/06/2013 19:01
Gratuluję książki! Gdzie można kupić? smiley

by mógł zdarzyć się cud... PEKAO S.A. XIII O/Warszawa 44 1240 2034 1111 0010 0294 7759 tytułem: ks. Arkadiusz Nowak misja Moita Bwawani

265983 Unikalnych wizyt
Engine: PHP-Fusion v6.01.6 © 2006
ADW Lion Heart - Theme by Amilla Dee Webdesign


Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową | Zgłoś nadużycie | okazjanazakupy.pl