Strona Główna ˇ Artykuły ˇ Download ˇ Forum ˇ Linki ˇ Kategorie Newsówśroda, Czerwiec 19, 2019
Nawigacja
Strona Główna
Artykuły
Galeria
Kontakt
Download
FAQ
Forum
Linki
Kategorie Newsów
Szukaj
Online
Gości Online: 1
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 57
Najnowszy Użytkownik: Marekpam
Żyjące kamienie – Lalibela cz. IV
Brahani – Moje Światło
cz. IV Żyjące kamienie – Lalibela

Lalibela był królem w XII w. i to jemu jest przypisywane "wybudowanie" grupy kościołów wykutych w skale. Jego rodowód sięga związku Króla Salomona z Królową Sabą. To Lalibela będąc dzieckiem został otoczony pszczołami, co poczytano za zapowiedź jego wielkości i sławy. Do dnia dzisiejszego sen, w którym pojawiają się pszczoły jest interpretowany jako zapowiedź szczęścia. Jednak zazdrosny brat postanowił go otruć. Przez 3 dni Lalibela pozostawał nieprzytomny. W tym czasie anioł wziął jego dusze do nieba by ukazać mu "niebiańskie budowle", których kopie miał wykonać. Po odzyskaniu przytomności podjął decyzję wykucia w okolicznych skałach kościołów, które będą oddaniem czci Bogu. Pracował wraz z aniołami i robotnikami przez 24 lata. Dzieło zostało ukończone! Archeolodzy podają, że bardziej od aniołów, prawdopodobna jest obecność 40 tys. robotników, wykorzystanych przy realizacji tego przedsięwzięcia. Dwie grupy kościołów przedzielone symboliczną rzeką Jordan. Gdy Lalibela ukończył dzieło budowy, we śnie pojawił sie św. Jerzy, pytając dlaczego nie wykonał świątyni dla niego. Lalibela postanowił wykuć kolejny kościół, najpiękniejszą świątynię i poświęcić ją właśnie Jerzemu, patronowi Etiopii. Ta świątynia na planie krzyża greckiego, po dziś dzień jest "wizytówką Etiopii" i najczęściej fotografowanym miejscem! Wioska Lalibela jest położona wysoko w górach i dotarcie tam jest możliwe tylko w porze suchej. Samochód sprawiał wrażenie, że brakuje mu biegów by dotrzeć do miejsca. Wioska żyje swoim rytmem sprzed setek lat. Mało liczni turyści o tej porze roku nie burzą harmonii miejsca. Domy okrągłe, wybudowane z kamieni. Tych ostatnich na pewno tu nie brakuje, bo okolica otoczona jest skałami. Pierwszy spacer po wiosce, posiłek w lokalnej restauracji i grupka ludzi, niosących na noszach chorego. Przechodnie podchodzą do noszy by pomóc dźwigać chorego. To tutejsza tradycja. Zaledwie kilka, kilkanaście metrów, ale jakże cenny dar dzielenia się i solidarności, z rodzina dotknięta nieszczęściem. Przy mijanej branie do kościołów, inna grupa ludzi, z których każdy chce być moim przewodnikiem po kościołach. Umawiam się z jednym na następny dzień. Dzisiaj chcę odpocząć, próbować usłyszeć echa minionych wieków i modlitwy pielgrzymów, którzy tu od stuleci przybywają. Następnego dnia wraz z przewodnikiem ruszamy by "zanurzyć się" w skałach! Pierwsza grupa kościołów tzw. „Wschodnia”, to 7 budowli, o zróżnicowanej wielkości i charakterze. Wszystkie są ze sobą połączone skalnymi tunelami i wszystkie pochodzą z jednej olbrzymiej skały łagodnie opadającej i stanowiącej zbocze góry. Chodząc po skale, chodzimy po dachach kościołów, bo te ostatnie zostały wykute w jej wnętrzu. Niektóre są całkowicie "schowane" w skale, inne wciąż połączone podłogą i sufitem, stanowiąc skalny filar, jeszcze inne przypominają zwyczajne wolnostojące budowle i tylko widok otaczających nas skalnych ścian przypomina, że znajdujemy sie we wnętrzu skały! Te kościoły są wciąż "czynne" i zawsze można natrafić na modlących się ludzi w ich wnętrzu bądź też kapłanów, medytujących pisma. Te skały są ciepłe! Rozgrzane dotykiem dłoni i kolan, a skalna podłoga "wygładzona" potokiem łez i modlitw w nich zanoszonych. Najpierw udajemy się do „Bet Medhane Alem” (Dom Zbawiciela Świata). Jest to największy kościół. 34m. długości, 24m szerokości i 12m wysokości… na każdym robi wrażenie i w swym kształcie przypomina nasze katedry. Potężne filary skalne, okna w kształcie krzyża, słomiane maty na podłodze i modlący się ludzie. Udając się do środka, zarówno tu, jak i w każdej ortodoksyjnej świątyni buty pozostawiam na zewnątrz. To miejsce jest święte i stąpa się po nim bosymi stopami. W środku panujący półmrok, który podkreśla jeszcze bardziej mistyczny i wyjątkowy charakter miejsca. Pośrodku olbrzymia kotara miedzy filarami. To zasłona oddzielająca od miejsca świętego, do którego wejść może tylko kapłan i w którym przechowywany jest "Taabot" święte miejsce, arka, w której są umieszczone tablice z przykazaniami, święty tekst czy obraz. Taabot opuszcza świątynie jedynie raz do roku i jest to święto Epifanii - Objawienia Pańskiego. Do kolejnych kościołów prowadzi parometrowy tunel. Przed moimi oczyma ukazuje się kościół „Bet Maryam” (Dom Marii). Piękne malowidła na skalne są wyrazem wiary, że skoro Maria przyniosła nam Zbawiciela, stąd należy pięknie ozdobić świątynię jej poświęcona. Pośrodku znajduje się zakryty suknami filar "Amd". To "filar światła". W/g legendy w wizji Lalibeli, Jezus dotknął tego filaru i cala historia czasu minionego i przyszłego, zostła na nim zapisana. Nie jesteśmy jednak godni by poznać naszą przyszłość, stąd trzeba nieustannie ten filar zasłaniać. Obok świątyni znajduje się głęboka na 11m. cysterna, ze świętą wodą o właściwościach leczniczych. Rytualnych zanurzeń w dniu Bożego Narodzenia, dokonują jednak tylko kobiety, proszące o potomstwo. Obok, schowane w skałach znajdują się „Bet Maskal” (Dom Krzyża) i „Bet Danaghel” (Dom Dziewic/Męczennic). Tam kapłani opowiadają mi historie związane z "Taabot" i różnymi krzyżami przypisywanymi poszczególnym miejscom. Każdy kościół ma swój "krzyż procesyjny", każdy kapłan ma swój "krzyż błogosławieństw". Krzyże procesyjne są umieszczane zazwyczaj na odpowiednich drążkach. Mogą też służyć do indywidualnych błogosławieństw. Krzyż kapłana to niewielkiej wielkości krucyfiks, którym kapłan błogosławi podczas liturgii lub też każdego, który go o to poprosi. Dotyka sie dwukrotnie krzyża czołem by go w końcu pocałować przy jego stopie. Wąskie korytarze z kilkumetrowymi skalnymi ścianami, doprowadzają nas do „Bet Debre Sina” i „Bet Golgotha” (Dom Góry Syjon i Golgoty). To kościół bliźniaczy. Do tego drugiego wstęp mają tylko mężczyźni. Tam znajduje się bowiem grób króla Lalibeli, tam znajduje się także jego krzyż. Grobowca "strzegą" wykute w skale postacie świętych. Tę grupę kościołów opuszcza się przez olbrzymi wolnostojący blok skalny z krzyżem w górnej części, który to jest symbolicznym "grobem Adama". W ścianach całej grupy są liczne nisze skalne, które dawniej służyły jako grobowce (niektóre są wciąż "zajęte"), a obecnie często to tam zatrzymują się utrudzeni pielgrzymi. Chwila odpoczynku i "przetrawienia" tego co ujrzały moje oczy. Po obiedzie udamy się do grupy Zachodniej i do kościoła „Bet Giorgis” (Domu św. Jerzego). Na obiad kolejne „wcielenie ndziary" ("naleśnika") i ruszamy do „zachodniej” grupy kościołów. Składają się na nią kościoły „Bet Gabriel-Rafael”, „Bet Lehem”, „Bet Emanuel” i „Bet Libanos”. Pierwszy, „Dom Gabriela i Rafała” to raz jeszcze bliźniacze kościoły. Swoim stylem przypominają twierdzę. Najprawdopodobniej był to pałac królewski, który z czasem został przemieniony w kościół. Zdejmując buty na progu, w zwiedzaniu ograniczam sie tylko do Domu Gabriela, ponieważ "bliźniak" jest zamknięty z powodu braku kapłana. Kilku metrowy tunel prowadzi do „Bet Lehem”. To Dom Chleba (Betlejem!). Mały, okrągły, to najprawdopodobniej w tym miejscu wypiekano chleb, który był wykorzystywany do sprawowania świętej liturgii. Od niego do kolejnego kościoła wiedzie 50m tunel. Do mych uszu dochodzi jakiś krzyk z tunelu. Jak się dowiaduję od przewodnika to symboliczna droga do Nieba. Przechodzi sie przez nią w całkowitych ciemnościach, a okrzyki radości towarzyszą tym, którzy przy końcu drogi zaczynają dostrzegać światło. To „światło niebiańskie”. Po naszym życiu, które może się czasami zdawać ciemnym tunelem, dochodzimy do światła poznania. Także przechodziłem tę drogę "na dotyk i słuch". Choć miałem przy sobie latarkę, to sądziłem, że prawdziwiej będzie obejść się bez niej na tej drodze. Stopy, ktęre o coś zahaczają, głowa, która "odbija się" od niskiego sufitu, nasłuchiwanie własnych kroków, oddechu, bicia serca, które stają się tak głośne. Po mrocznych chwilach zaczynam dostrzegać światło „łamiące” ciemność. Nie ma takiej ciemności, której by nie rozświetlił On. Kościół, który kończy tunel to „Bet Emanuel”. Dom Boga z Nami! Kręte korytarze doprowadzają mnie do „Bet Libanos” (Dom św. Libanos). Jak głosi legenda, ten kościół wybudowała żona Lalibeli. Dokonała tego w ciągu jednej nocy, a pomagali jej aniołowie. Patronem tego kościoła jest jeden z najbardziej znanych świętych życia monastycznego kościoła etiopskiego Abby Libanos. W środku mały punkt świetlny, który pali się od wieków sam z siebie! Ropa, fosforyzująca skała, cud... Moje wędrowanie kończy się na „Bet Giorgis” (Dom Jerzego). To święty patron Etiopii. Ten piękny kościół w formie greckiego krzyża w swym wnętrzu kryje potężną skrzynię z przechowywanymi tam licznymi krzyżami i skarbami. Obok niego znów wielometrowa cysterna i "święta woda" służąca do leczniczych obmyć. Przybyli pielgrzymi całują stopnie prowadzące do świątyni, dotykając ścian zdają się mówić z czym przychodzą i o co proszą. Wokół liczne nisze skalne zamieszkane przez mnichów lub przybywających pielgrzymów. Tu kończy się moje wędrowanie po wydrążonych w skale nitkach, które układają się w kościoły, tunele, korytarze. Te kościoły wciąż żyją swoim rytmem. Przed wschodem słońca gromadzą się w nich ludzie na sprawowanie liturgii. Te kościoły mają wciąż gorące i bijące serce. Serce, które jest kamienne, a które ożywiają ludzie swą wiarą. Słusznie to miejsce jest nazywane "Nową Jerozolimą" lub "Czarną Jerozolimą". Ściągam buty bo miejsce po którym stąpam jest święte. Moje wędrowanie po Etiopii ponownie stało się uczeniem. Zdawałem sobie sprawę, że to ja więcej się nauczyłem od nich, niż oni skorzystali z mojej obecności. Choć zadajemy tyle pytań to albo nie słyszymy odpowiedzi, albo już je mamy. Żyjemy w ściśle zamkniętym świecie, a przez mury nieufności tak trudno się przebić. Każdy wie najlepiej jak inny powinni żyć, ale nikt nie wie jak żyć swoje własne życie... Boimy się światła, które pochodzi od innych, by w jego świetle nie dostrzec swojej kruchości, bezradności, granic. A oni przychodzą tylko po to by do ust włożyć nam kawałek gumy do żucia... tak jak Brahani - Moje Światło...
x Arkadiusz
Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

batiq
13/02/2014 21:05
adres: lm@sma.pl to nie jest "i", ani duże ani małe smiley Chwilowo, tzn. do początku marca może nie być odpowiedzi, ale później na bank będzie! smiley

rybolub
13/02/2014 12:17
Chciałem kupić książkę, ale ten adres Im@ jest chyba błędny...ani z dużej ani z małej litery nie działa smiley Ktoś mnie słyszy? smiley Proszę o pomoc !

mariab
22/09/2013 16:59
Cześć !!! Chciałabym poznać Twoją historię... daje dużo do myślenia Twoja książka!!!

dzikaczeresnia
11/06/2013 19:01
Gratuluję książki! Gdzie można kupić? smiley

by mógł zdarzyć się cud... PEKAO S.A. XIII O/Warszawa 44 1240 2034 1111 0010 0294 7759 tytułem: ks. Arkadiusz Nowak misja Moita Bwawani

265733 Unikalnych wizyt
Engine: PHP-Fusion v6.01.6 © 2006
ADW Lion Heart - Theme by Amilla Dee Webdesign


Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową | Zgłoś nadużycie | okazjanazakupy.pl