Strona Główna ˇ Artykuły ˇ Download ˇ Forum ˇ Linki ˇ Kategorie Newsówśroda, Czerwiec 26, 2019
Nawigacja
Strona Główna
Artykuły
Galeria
Kontakt
Download
FAQ
Forum
Linki
Kategorie Newsów
Szukaj
Online
Gości Online: 1
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 57
Najnowszy Użytkownik: Marekpam
Ślepiec w sklepie okulistycznym... cz. II
Brahani – Moje Światło
cz. II Ślepiec w sklepie okulistycznym...

Jest 5 nad ranem. Przenikliwe zimno i ciemna noc. Niebo przyozdobione tysiącem gwiazd. Nad horyzontem pochylony lekko Krzyż Południa... Ja, jednak udam się w przeciwnym kierunku. Axum to pierwsza stolica kraju, Lalibela to "Nowa Jerozolima" zwana także "Czarną Jerozolimą". To wciąż nic nie mówiące miejsca na mapie, które znalazły się na trasie mojego wędrowania. Na dworcu autobusowym jest już tłoczno. Bagaż jest umieszczany na dach samochodu. O 6ej zajmujemy miejsca w autobusie. Ludzie lekko zaspani. W stroju, języku, fryzurach "czuć" północ kraju! Autobus rusza a ja rozglądam się po moich sąsiadach. Przyjdzie mi dzielić z nimi 2 dni podróży do Makale. Wschodzące słonce i pozostawiona za plecami stolica Addis Abeba (Nowy Kwiat). Choć Addis jest na ok. 2400m to jednak mam wrażenie, że wciąż się wspinamy. Przed oczyma odsłania się widok na otaczające miasto góry. Mijane domy przypominają mi zabudowania masajskie. Okrągłe chaty pokryte strzechą. Nie ma okien a jedynym źródłem światła są drzwi. Ściany gliniane wymieszane z trawą na "szkielecie" z gałęzi. Domy "porozrzucane" wzdłuż drogi. Serpentyny wpisane są w ten krajobraz. Z perspektywy przebytych tysięcy kilometrów, nie wiem czy najdłuższy odcinek prostej drogi przekraczał 1km. Nieustannie wijąca się nitka drogi bądź to wspina się bądź to opada. "Schodów" tu nie brakuje... Tutejsze góry to płaskowyż. Góry sprawiają wrażenie "zapadniętych". Są płaskie, a opadające tarasy to "wydarte" górze poletka, na których ludzie próbują coś uprawiać. Panująca wokół mgła (a może to chmury?), dodaje wszystkiemu tajemniczości. W autobusie tymczasem poznaję pierwszych ludzi. Trudności w komunikowaniu pokonuję uśmiechem i językiem migowym. Jesteśmy skazani na siebie i na lokalną muzykę, która była atrakcyjna przez pierwsze minuty, po których to sprawiała wrażenie niekończącej się piosenki lokalnej "disco-polo". Zatrzymujemy się jedynie na śniadanie i obiad. Od czasu do czasu autobus zwalnia by "porwać" jakąś kobietę, która oferuje owoce, warzywa, ziarna zbóż. I tak pierwszy raz w życiu zostałem poczęstowany przez siedzących za mną współtowarzyszy podróży, najpierw... marchewką a następnie ziarnami lokalnych zbóż. Przyglądałem się z zaciekawieniem ludziom żującym jakieś liście, ale słusznie podejrzewałem, że jest to jakiś lokalny "miękki narkotyk"! Docieramy do Hayk. To tu na noc zatrzymuje się autobus. Wjeżdżamy na jakiś plac hotelowy i ludzie wybiegają z autobusu. Nie wiedziałem o co chodzi, ale moi sąsiedzi zadbali o mnie. To "wyścig" w zarezerwowaniu sobie pokoi w tym hotelu, w którym miejsca może nie starczyć dla wszystkich. Noc była krótka bo o 3.30 nastąpiła pobudka. Nieudaną próbę odsypiania w autobusie rekompensował budzący się dzień i kolory, na które nie mogło zdecydować się niebo. Już przy świetle dziennym dostrzegam, że domy w tej okolicy są budowane z kamieni. Tych ostatnich (kamieni) w okolicy nie brakuje. Ma sie wrażenie, że rodzi je ziemia. Znikła gdzieś zieleń południa, a pojawiające się tu i ówdzie wielbłądy przypominają, że to tereny półpustynne. Te jednak mało gościnne klimatycznie miejsca, stały się świadkami rozkwitających ogrodów wiary wraz z ich niemymi świadkami, skalnymi kościołami. Dojeżdżamy do Makale. Jestem zmęczony, ale i szczęśliwy. Ostatnie pożegnania z nowymi przyjaciółmi i moje zapewnienia, że sobie poradzę i nie potrzebuję ich pomocy. Moim następnym etapem stało się Wukro, miejscowość oddalona od miasta o ok. 60km. Tam to pracują Ojcowie Biali, u których będę gościł przez 2 dni. Moim przewodnikiem po tej "nowej ziemi" stała się Agnes. Etiopska Przyjaciółka, która zatrzymywała mnie tam, gdzie powinienem się zatrzymać, by ujrzeć, usłyszeć, dotknąć, skosztować, być! Lokalne kobiety mają długie włosy, które zetną tylko w chwili, gdy ktoś bliski z rodziny umrze. Na czołach wielu spotkanych ludzi dostrzegam wytatuażowane krzyże. Naznaczeni Bogiem... To znak ich wiary i przynależności do jednej rodziny, jaką jest kościół etiopski. Uśmiecha się do mnie szczęście. Gdy rozglądałem się za transportem do Wukro, pojawił się kleryk, który przyjechał do miasta na zakupy. Po godzinie jazdy trafiamy na misję. Gorące przyjęcie sprawia, że od pierwszych chwil czuję się jak u siebie w domu. Może to ten "magnetyzm" misyjny, który opiera się w dużej mierze na spotkaniu z człowiekiem. Praca Ojców to pobliski sierociniec, szkoła rolnicza i parafia. Jak wszędzie, liturgia odbywa się w języku kościoła "ge'ez", zrozumiałym chyba jedynie dla księży, a msza zaczyna się przed wschodem słońca. Ojcowie stają się niewyczerpanym źródłem informacji o kościele etiopskim, o początkach misji, o dialogu ekumenicznym. Jest niedziela, dochodzi 9. Jesteśmy już po mszy, śniadaniu. Jeden z ojców proponuje przejażdżkę do pobliskiego kościoła Abraha Atsbeha. Ten kościół okazał się moim pierwszym "oślepiającym" poznaniem. Urzeka mnie piękno wykute w surowej skale. Pozbawiony wiedzy o tym miejscu stałem się jak ślepiec, usiłujący wszystkiego dotknąć i nie zdający sobie sprawy z tego co zostało zakryte przed jego poznaniem. Czerwonawe ściany miały ten sam kolor co pobliskie skały. Kościół, jak głosi lokalna tradycja, pochodził z IV wieku, choć archeolodzy upierają się przy wieku X. To precyzyjna robota, trwająca ok. 20-40 lat, polegająca na wykuciu ze skały potężnej budowli. Wysoki i szeroki na kilkanaście metrów blok skalny "ożył" przez prace ludzi wiary, którzy bezkształtnej masie skalnej nadali kształty świątyni. I choć mury, podłoga, sufit, okna to skała, to jednak przez wieki, dzięki przebywających w nich ludziach, przesiąkły one modlitwą, kadzidłem, ciepłem. I ja "ślepiec" pośrodku, próbujący "łapać" światło aparatem, choć właściwszym urządzeniem byłoby moje serce. Ten kościół jak i kolejne, wciąż żyją. Są zapisem wiary ludzi, która zadziwia po dziś dzień. Kolejne miejsca odsłaniają przede mną nowe tajemnice. Zostałem "podwieziony" do sąsiedniej miejscowości. Tam porozrzucane w odległości od siebie o ok. 45min drogi na nogach, znajdowały się kolejne skalne kościoły. Każdy inny i urzekająco piękny! 20min. wspinania się pod górę zostało wynagrodzonych widokiem kościoła Medhane Alem Adi Kasho. Opadająca skała wraz z wejściem do "przedsionka" kościoła. Skalna cisza i wciąż uchwytny zapach kadzideł. Skalne ławy i seledynowe drzwi prowadzące do kościoła. Urzekły mnie "krużganki" i gra światła. Po ok. 40min. marszu docieram do kolejnej skały. I ta skała jest zamieszkana. Świadczą o tym drzwi w skale, prowadzące w głąb niewielkiej świątyni zanurzonej całkowicie w skale. To kościół Mikael Melehayzenghi z VIII w. Jeszcze inny jest kościół Petros - Paulos. Wspinam się do niego po bambusowej drabinie. Ok. 15m nad ziemią jest nisza skalna, która posłużyła na wybudowanie kościoła. Miejsce święte jednak znajduje się głęboko w skale. Te nawiedzone kościoły stały się dla mnie wędrowaniem w czasie i zachwytem nad ludzka wiarą. Stały się one świadkami czasu i tęsknoty ludzkiej. Droga powrotna do Wukro to złapana okazja, którą przy braku busów okazała się potężna ciężarówka. Po drodze raz jeszcze gest, z którym spotkałem się podczas mojej dwudniowej podróży autobusem. Mijając jakiś klasztor, kierowca zatrzymuje się by złożyć do przydrożnej puszki ofiarę na kościół, na jakiegoś lokalnego świętego czy patrona. Wypełniony tym skalnym zapisem następnego dnia ruszam do Adigrat, które było kolejnym przystankiem na drodze do Debre Damo.
cdn... x. Arkadiusz
Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

batiq
13/02/2014 21:05
adres: lm@sma.pl to nie jest "i", ani duże ani małe smiley Chwilowo, tzn. do początku marca może nie być odpowiedzi, ale później na bank będzie! smiley

rybolub
13/02/2014 12:17
Chciałem kupić książkę, ale ten adres Im@ jest chyba błędny...ani z dużej ani z małej litery nie działa smiley Ktoś mnie słyszy? smiley Proszę o pomoc !

mariab
22/09/2013 16:59
Cześć !!! Chciałabym poznać Twoją historię... daje dużo do myślenia Twoja książka!!!

dzikaczeresnia
11/06/2013 19:01
Gratuluję książki! Gdzie można kupić? smiley

by mógł zdarzyć się cud... PEKAO S.A. XIII O/Warszawa 44 1240 2034 1111 0010 0294 7759 tytułem: ks. Arkadiusz Nowak misja Moita Bwawani

266866 Unikalnych wizyt
Engine: PHP-Fusion v6.01.6 © 2006
ADW Lion Heart - Theme by Amilla Dee Webdesign


Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową | Zgłoś nadużycie | okazjanazakupy.pl