Strona Główna ˇ Artykuły ˇ Download ˇ Forum ˇ Linki ˇ Kategorie Newsówśroda, Czerwiec 26, 2019
Nawigacja
Strona Główna
Artykuły
Galeria
Kontakt
Download
FAQ
Forum
Linki
Kategorie Newsów
Szukaj
Online
Gości Online: 1
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 57
Najnowszy Użytkownik: Marekpam
Brahani - Moje Światło... cz. I
Było późne popołudnie. Słonce wciąż bezwzględnie zapewniało o swojej obecności. Setki ludzi próbujących dostać się na plac modlitewny i krzyczący ślepiec po środku... "nie widzę, gdzie jest moje światło"? Mała Brahani mocniej ściska moja dłoń. Uśmiecha się do mnie... "to ja jestem "światłem". Stała się "Moim światłem". To bowiem oznacza jej imię "Brahani - moje światło" tłumaczone z języka amharik. Wciąż uśmiechnięta, z pięknymi kruczymi włosami. Wciąż trzymająca mnie za rękę, tłumacząca co się dzieje wokół nas. W drodze powrotnej rozpakowuje gumę do żucia. Dzieli na połowę i wkłada mi do ust „mój kawałek”. To "karmienie" to gest przyjaźni, serdeczności, gościnności zarezerwowany dla najbliższych. Brahani ze swoimi pięknymi oczyma stała się ucieleśnieniem tego wszystkiego, co było mi dane doświadczyć w tym "świętym wędrowaniu" przez kraj kawy, gdzie ludzie maja spalone słońcem oblicza... Ludzie dawnej Abisynii a obecnie Etiopii. To kraina praojców Masajów. Jak głosi legenda to stąd wywodzą się Masajowie i to tu rozpoczęli swoje wędrowanie. Odnalezione najstarsze szczątki praczłowieka "Lucy", których wiek jest obliczany na 3,5 milionów lat, wskazywałyby, że to nie tylko Masajowie rozpoczęli tam swoje wędrowanie. Region Danakil to nie tylko kolebka ludzkości, to także miejsce jednej z największej depresji na ziemi, sięgającej -116m poniżej poziomu morza! Najczęściej jednak Etiopia kojarzy sie z kraina kawy, która w tym miejscu jest bezcennym skarbem ze względu na jej znaczenie społeczne i duchowe, a od niedawna także i ekonomiczne. To biblijna kraina, gdzie swój bieg zaczyna Błękitny Nil (zanim się połączy z Nilem Białym), gdzie ludzie porozumiewają się w 70 rożnych językach, z których większość przynależy do semickiej grupy językowej, a których zapis to "śmieszne robaczki", których jest 200 i które to znaki składają się na te języki. Najważniejsze wśród nich to Geez i Amharik. Pierwszy to język liturgii Kościoła etiopskiego, drugi to język narodowy Etiopii. To tam zostałem oświecony - "moje światło" Brahani. Powodem mojej wizyty był Kościół Etiopii! Posługują się oni innym kalendarzem, stąd można się "załapać" na zalegle uroczystości, które przypadają parę tygodni lub lat później. I tak od września 2007 Etiopia rozpoczęła świętowanie Roku Jubileuszowego Milenium 2000 od narodzenia się Chrystusa. Biorąc pod uwagę błędy w ustalaniu dat narodzin Chrystusa i przejście z kalendarza juliańskiego na gregoriański, którym się obecnie posługujemy w Europie, to... jednak "Ich" data jest bliższa prawdy... I chyba 13 nie jest liczbą pechową, bo tyle miesięcy liczy ich kalendarz i... jak głosi reklama linii lotniczych, to kraina z 13-oma miesiącami słońca! Może i tak jest, ale inne odczucia miąłem, gdy się tam znalazłem... Przewodnik po Etiopii zapewniał, że to pora sucha (co wydawało mi się równoznaczne z "ciepła"). Zapomniałem jednak że "Nowy Kwiat", bo to oznacza w tłumaczeniu nazwa stolicy "Addis Abeba", leży na wysokości 2400m.! W tym to mieście przyszło mi spędzić moje pierwsze dni i ujrzeć pierwsze promyki, które mnie "oświeciły". To ludzie sprawiają, że miejsca ożywają i nabierają kolorów. Czas jaki spędziłem wśród etiopskich przyjaciół mieszkając ze znajoma rodzina sprawił, że raz jeszcze poczułem się w dalekiej Afryce jak u siebie w domu. Choć znałem tylko jedną osobę, każdy "rzucał" mi się na szyję by mnie ucałować, przywitać... Może niedogodności klimatyczne muszą być rekompensowane gorącym przywitaniem? Skromne warunki mieszkaniowe, wiele osób w jednym pokoju, wnoszony materac na noc lub spanie na podłodze. Większość ludzi wynajmuje pokoje lub mieszkania. Wspólna kuchnia, łazienka... Na ziemi porozrzucana trawa. Dziwnie to wygląda, gdy w pięknie posprzątanym domu chodzi się po trawie. Ta trawa to symbol pokoju, gościnności. Ten dom, to miejsce, jest miejscem pokoju. Może ma ona także związek z Bożym Narodzeniem. Może to "betlejemska trawa", sianko na którym położono Jezusa? Pierwszej nocy nie mogłem spać. Nie wiem czy to nadmiar wrażeń czy świętujący kościół ortodoksyjny? Uroczystości w nim bowiem najczęściej przypadają na "nocne wigilie", a msza jest nad ranem przed wschodem słońca, by wraz z nim powitać przychodzącego Zbawiciela. Przez cała noc do mych uszu dochodziły śpiewy. Jakże inne, obce, niezrozumiale. Rano, nie wiem czy się obudziłem, czy jedynie zauważyłem, że inni wstają. Na zewnątrz jest wciąż ciemno, dochodzi do mnie przenikliwe zimno abisyńskich nocy. Wstajemy wcześnie by iść na msze katolicka w obrządku etiopskim. Śniadanie przygotowane na szybko... Na dużym talerzu coś w rodzaju gigantycznego naleśnika. Na nim jajecznica, pokrojone pomidory. Je się palcami... Sztućce ujrzałem dopiero w Tanzanii, gdy wróciłem do domu. Przez cały mój pobyt w Etiopii towarzyszyła mi "ndziara" (niby naleśnik, ale bardziej w kształcie niż smaku!). Je się z jednego naczynia. Gdy my udawaliśmy się do kościoła, nasi sąsiedzi (ortodoksi) przygotowywali owcę na popołudniowe uroczystości. Miłe zwierzaki, które wtórowały swym beczeniem nocnym śpiewom miały stać się daniem głównym uroczystości. Do kościoła jedziemy autobusem. Wszyscy mile się uśmiechają, choć są lekko zaskoczeni widokiem "Białego" w autobusie miejskim. To najtańszy transport, z którego "Biali" nie korzystają! Kolejny raz towarzyszy mi "językowa niemoc" bo angielski choć jest językiem obowiązkowym to jednak mało mówionym... Mila niespodzianka. Ludzie ustępują mi miejsca bym mógł usiąść. Nie ze względu na mój wiek, ale fakt, że jestem "gościem etiopskiej rodziny" a tym samym jestem gościem ich wszystkich. Docieramy do kościoła. Od razu rzucają się w oczy kolorowe baldachimy, brodaci księża odziani w białe kapy z pięknymi haftowanymi etiopskimi krzyżami. Większość liturgii jest śpiewana. Msza zaczyna się od obmycia rąk. Gest oczyszczenia kapłana, przystępującego do złożenia ofiary. Później następuje ofiarowanie z licznymi błogosławieństwami. W dłoni księdza mały krucyfiks, którym błogosławi po kolejnych modlitwach. Wszystko śpiewane w niezrozumiałym języku "ge'ez", który jest językiem liturgii kościoła etiopskiego. To taki odpowiednik naszej łaciny z dawnych czasów. Śpiewom przewodniczy diakon, w refreny włącza się zgromadzenie wiernych, a księża w tym czasie odmawiają swoje liczne modlitwy. Kościół jest pełny i rzuca się w oczy przytłaczająca obecność ludzi młodych. Choć kościół katolicki jest "względnie" młody w Etiopii to jest to zdecydowanie kościół młodych. Po czytaniach (koniecznie jedno ze św. Pawła) i kazaniu, następuje poruszenie w kościele. Cześć z wiernych go opuszcza... Znudzenie? Inne sprawy? Praca?... Wyjaśniono mi, że to katechumeni, którzy nie są godnymi uczestniczenia w świętej liturgii przeistoczenia i komunii. Piękny śpiew choru i zgromadzenia, liczne okadzenia i "komunia pod parasolem". Komunia jest spożywana pod dwiema postaciami a diakon z baldachimem-parasolem "osłania" Jezusa. Na długo pozostałem pod wrażeniem tej liturgii. Raz jeszcze było mi dane odkryć bogactwo jakie się kryje w różnorakich "innościach" naszego Kościoła. Powrót do domu to obudzone miasto a wraz z nimi setki żebrzących ludzi i równie duża ilość pucybutów. Nigdy nie dowiem się, czy "na ulice" zostali skazani, czy też sami się skazali?! Miasto nie zrobiło na mnie wrażenia. Jest może parę budynków godnych uwagi, największe targowisko Afryki "Markato", ale dla kogoś, kto spędził parę lat w Afryce, będą to jedynie powielenia, powiększenia. Powrót do domu małym busem i kolejne odkrycie. Szyba nie jest obklejona gwiazdami sportu czy muzyki. Wszędzie zdjęcia Jezusa, Świętej Rodziny, Maryi. Różaniec i dobiegająca uszu muzyka religijna to także stale powtarzający się element w lokalnym transporcie. Gdy docieramy do domu, następuje przygotowanie do obiadu i wizyty gości. Raz jeszcze "ndziara", pikantny sos i "kitfu" to tutejszy tatar! Pojawiają się goście i automatycznie jedna z córek rozpoczyna ceremonie przygotowania kawy. Jak wspominałem, kawa ma wymiar społeczny i duchowy. Etiopia jest krajem, z którego kawa się wywodzi i czas przygotowania i spożywania jej to czas rozmowy, pokoju, czas poznania. Rozpala się małe "przenośne palenisko" z węgla drzewnego i pozwala "złapać" odpowiednią temperaturę. W tym czasie czyści sie surowe ziarna kawy. Oczyszczona trafia na blachę i na żarze jest smażona. Gdy złapie odpowiedni kolor (kolor kawowy...) ziarenka trafiają do miniaturowego moździerza gdzie są ubijane. Kawowy proszek trafia do glinianego czajnika z zimna woda. Wszystko trafia ponownie na węgielki i gotuje się. Czas na przygotowanie małych filiżanek, cukru, kadzidełek... Gdy kawa się zagotuje i nabierze swojego magicznego aromatu, jest rozlewana do filiżanek. W tym czasie kadzidło trafia na węgielki dodając swoistego klimatu spożywanej kawy. Woda jest uzupełniona i ponownie gotowana. Ta czynność powtarza się 3 razy a kolejne nazwy wypijanych filiżanek kawy to: abol, tuna i baraka, przy czym ta ostatnia nazwa oznacza "błogosławieństwo". Kawę przygotowuje kobieta, a rytuał jest ubogacony rozmowa, żartami, pytaniami, modlitwą. Szczęścia dopełniła mała Marysia (3lata), która w rytm lokalnej muzyki tańczyła pełna uśmiechu. Wsłuchuje się w niezrozumiały dla mnie język i przekonuje się jak wiele można "usłyszeć", gdy tylko nadstawimy uszu, choć nie rozumiemy języka. Barwa głosu, szybkość mówienia, wszystko przeplatane śmiechem, spojrzeniem... Był i wciąż istnieje "język uniwersalny"... Pod koniec dnia uzmysławiam sobie, że wypiłem dziś więcej kawy niż w całym moim dotychczasowym życiu! Kolejne spotkania, kolejne dzbanki kawy, aromat zapachu kawy i dymu kadzideł. Zmieniają się miejsca, twarze, ale ta sama gościnność, serdeczność, uśmiech. Etiopia stała się dla mnie jedynym krajem, w którym nie ośmieliłbym się odmówić wypicia kawy, tym bardziej, że nie jest to czynność sprowadzona tylko do gestu "picie". I tak minęły kolejne dni, aż w końcu usiadłem w autobusie, który po 2 dniach podróży miał mnie zawieść na północ do Makale, w okolicy której była misja ojców białych i pierwsze kościoły skalne, które chciałem poznać...

cdn... x. Arkadiusz
Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

batiq
13/02/2014 21:05
adres: lm@sma.pl to nie jest "i", ani duże ani małe smiley Chwilowo, tzn. do początku marca może nie być odpowiedzi, ale później na bank będzie! smiley

rybolub
13/02/2014 12:17
Chciałem kupić książkę, ale ten adres Im@ jest chyba błędny...ani z dużej ani z małej litery nie działa smiley Ktoś mnie słyszy? smiley Proszę o pomoc !

mariab
22/09/2013 16:59
Cześć !!! Chciałabym poznać Twoją historię... daje dużo do myślenia Twoja książka!!!

dzikaczeresnia
11/06/2013 19:01
Gratuluję książki! Gdzie można kupić? smiley

by mógł zdarzyć się cud... PEKAO S.A. XIII O/Warszawa 44 1240 2034 1111 0010 0294 7759 tytułem: ks. Arkadiusz Nowak misja Moita Bwawani

266854 Unikalnych wizyt
Engine: PHP-Fusion v6.01.6 © 2006
ADW Lion Heart - Theme by Amilla Dee Webdesign


Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową | Zgłoś nadużycie | okazjanazakupy.pl