NOWOŚĆ!!! LIST W BUTELCE...
Dodane przez lantisi dnia Listopad 16 2010 00:00:00
„list w butelce”…
Witam serdecznie w nowym cyklu zapisków… Przepraszam, że nie mogę do Wszystkich pisać. Jest to zarówno podyktowane problemami technicznymi jak i brakiem czasu. Dlatego pragnę „rzucać” na fale internetowe „butelki”, w których będę próbował w miarę możliwości umieszczać tygodniowe zapiski, związane z moim życiem i pracą w Afryce. Mam nadzieję, że dobre wiatry wyrzucą te butelki na brzeg Waszej Przyjaźni i staną się zapisem mojej dla Was miłości i wdzięczności. Z Bogiem. Arkadiusz

Rozszerzona zawartość newsa
„list w butelce”… 1 (07.11.2010 - 13.11.2010)
Niedziela…Nie ma to jak być oplutym w niedzielę rano! Pierwsza msza jest w Losinyai o 9.00. Na pokonanie 20km. mój „osiołek” (Yamaha 200) potrzebuje 45min. Na drodze „zadyma”… to przez ciężarówki wożące piasek do miasta. Niszczą drogę i wzbijają potężne tumany kurzu… Wspólnota już czeka. Śpiew na powitanie i starsza masajska kobieta o uśmiechniętej twarzy. Bierze moją dłoń i następuje masajskie błogosławieństwo. „Litanię” przerywa spluwanie na nasze dłonie… Nie protestuję… Przecież Jezus też użył śliny by przywrócić wzrok! Ja także szukam światła. (…)Poniedziałek czas wziąć się do przygotowań do maratonu. Nie dałem rady biegać w niedziele, dla tego pobudka była o 5.40 a o 6ej wyruszyłem na trasę. Tym razem do pokonania miałem 15km! Dzieciaki biegnące ze mną przez chwilę pytały się czy ktoś mi za to płaci?! Nie wszystko da się kupić… Po śniadaniu naprawiałem motor. Złapałem kapcia po „wkurzającym” weekendzie (w kurzu „topiłem” się w domu, w tumanach kurzu jechałem na wioski, z kurzowych dołów wypychałem motor, z kurzem w ustach padałem ze zmęczenia…). Kapeć? Wbił się kolec z krzaków, które stanowią zagrodę dla krów, a których nie brakuje na drodze. Kolec przebił oponę w 2 miejscach. Czasami kolce w naszym życiu pozostawiają ślady w 2 miejscach… Reperujemy te na ciele, oby nie zapomnieć o tych na duszy! (…) We wtorek jedziemy do Monduli (60km. od misji). Mamy się spotkać z jakimś „wielkim tego świata”, by omówić możliwość współpracy z lokalnym szpitalem w kwestii „szpitala na kółkach”, projekt, który chcemy realizować, polegający na regularnym odwiedzaniu wiosek z możliwością konsultacji medycznej. Mamy zielone światło! Środa to „psi czas”… Rzadko do miasta jadę bez ludzi, ale nikt się nie odważył wsiąść do samochodu widząc dwa owczarki niemieckie za siedzeniem… Przy okazji zakupy na spotkanie z katechetami, karma dla kur i jedzenie dla psów. Jazda po mieście to szaleństwo a jedyną pozytywną rzeczą był fakt, że nie musiałem zamykać na klucz samochodu… (były tam psy!). Wieczorem na kolanach w czasie adoracji z katechetami „szeptałem z Bogiem”… Czwartek też był dniem skupienia. Godzinne medytacje były pochylaniem się nad słowem z kolejnych niedziel adwentowych. Cieszę się, że Bóg ma mi tak wiele do powiedzenia! Cisza krępuje na początku swą pustką, ale później stopniowo zapełnia się Nim i jego „szeptami”… Piątek i ciąg dalszy spotkania. Tym razem omawialiśmy program katechezy na cały rok. Braki materiałów katechetycznych, problemy ludzi na wioskach, niska frekwencja w katechezie… jakie będą mieć problemy za 1000 lat? Sobota… Chwile wytchnienia nieplanowanego… Miałem jechać na wioskę Namba 5, ale wioska wyludnia się bo ludzie wcześnie rano ruszają w poszukiwaniu wody i ich nie ma. Injooki engare…(j. masajski „daj mi wodę bym mógł się napić”). Czas przygotowań do jutrzejszego biegu. Do pokonania będę miał „tylko” 22km.! Później obowiązki i przyjemności. Msza w Laroi o 10ej, wyjazd do miasta do Pana Edwarda i ojców franciszkanów. Ale o tym… następnym razem! Z Bogiem. jA