Nierówne połowy...
Dodane przez lantisi dnia Wrzesień 10 2010 09:29:18
Jest godzina 5.45 nad ranem. Czas w końcu wstać choć i tak nie mogłem zasnąć. Czy było to spowodowane odgłosami za oknem, emocjami czy może mój biologiczny zegar wybił godzinę pobudki. Za oknem jest jeszcze ciemno. Ciemność nie ma kolorów ale ciemności nie są sobie podobne. Ta afrykańska, żyje odgłosami świerszczy, cykad, ptaków. To one sprawiają, że noc nabiera barw. Ta była krotka. Ubieram moje "stoletnie" trampki, spodenki, koszulkę. Na niej widnieje numer 1174. Ruszam w kierunku stadionu. Orkiestra zaczyna grać a ja ich uspakajam, że godzina chwały jeszcze nie nadeszła! Stadion, setki ludzi, pogubiony tłum, wózki inwalidzkie na starcie, spiker odliczający pozostałe sekundy. Wmieszany w grupę ludzi zastanawiam się co ja tutaj robie. W promieniach wschodzącego słońca odsalania się urzekający widok na "przemywające się w słońcu" ośnieżone Kilimandżaro. Tak to miasteczko Moshi u stop tej najwyższej góry Afryki. Dochodzi godzina 7 rano. Ostatnie sekundy. Wraz ze mną 860 osób, które za uśmiechem ukrywają niepewność, determinacje, pragnienia by tu wrócić. Pozostało zaledwie parę sekund by pól-maraton Kilimandżaro się rozpoczął. Przed nami 21km. biegu. Dlaczego, po co? Wszystko zaczęło się o wiele wcześniej...
Gdyby człowiek nie zastanawiał się co kryje się za linia horyzontu pewnie wciąż siedzielibyśmy w jaskini. Ktoś kiedyś powiedział, ze rozumiemy i wybaczamy dziecku, iż boi się ciemności, problemem jest dorosły człowiek, który boi się światła...(Platon). Światło to prawda o nas samych i o naszych możliwościach. Górskie wspinaczki, podjęte wyzwania, pielgrzymi trud, maratoński bieg... Wędrówka poznania. Podobnie było ze mną... Najpierw ciche marzenia, później właściwi ludzie, których spotykałem na mojej drodze... Stali się oni inspiracja dla mnie. Moj młodszy Brat, znajoma świecka misjonarka SMA to ten ostateczny impuls by w tym roku wziąć udział w Maratonie Kilimandżaro. Prawie codziennie mogę z mojego misyjnego okna obserwować szczyt Kilimandżaro, ale czym jest Maraton Kilimandżaro? Było za późno by wziąć udział w całym maratonie. Przy moim niewątpliwym szaleństwie wiedziałem, ze 42km bez przygotowania oznaczałoby samobójczą próbę. Wiedziałem, ze nie przebiegnę tego dystansu, nie tym razem... Miąłem jedynie 3 miesiąca na przygotowania. Natura nie pomagała. Pora deszczowa zamieniała nasze drogi w bagna. Liczne obowiązki na misji także sprawiały, że łatwo było się "rozgrzeszyć" z rannego wstawania i biegania przez 30, 45, 60 minut. Po tygodniach zmagań byłem w stanie przebiec 10km. Byłem z siebie dumny, ale to zaledwie polowa dystansu, jaki na mnie czekał u stop Kilimandżaro! Rozwalające się trampki, pożyczona koszulka, agrafki i numer startowy 1174. Przyjemny chłodzik wczesnej godziny i błękit nieba, który nie zwiastował niczego dobrego. Trasa pól-maratonu to 11km. biegu do plantacji kawy i powrót na stadion tą samą drogą. Nie sądziłem, ze te polowy będą takie nierówne. Matematyka zapewnia nas o równości połówek, ale niech ten matematyk spróbuje przebiec pól-maraton a przekona się o "względności" połówek... Trasa wspinała się przez pierwsze 11km. (ok. 300m różnicy poziomu!). Druga polowa miała być "z górki". Piękne widoki na Kilimandżaro, punkty z woda i coca-cola. Godzina 7 rano i ruszyliśmy w ten czas zmagań z trasa, zmęczeniem, pragnieniem, słońcem. Każde wzniesienie "przetasowuje" uczestników. Znika uśmiech z twarzy. Pierwsze krople potu, brak oddechu i ślimaczące się kilometry... Umrzeć z pragnienia czy ze zmęczenia... Dopingujący ludzie na skaju drogi, plantacje kawy, coraz mocniej doskwierające słońce, mijane punkty z woda i ta samotność bycia sam na sam ze sobą i ze swoimi "granicami". Kolejne wzniesienie i choć biegnę to równie dobrze mógłbym iść... Na horyzoncie pojawia się 11sty kilometr. Mam za sobą połowę. Ta pierwsza była pod górkę, teraz będzie z górki, ale czy krócej... Jedynie podnosić stopy i niech grawitacja robi resztę! Miało być łatwiej, "z górki". Ale każdy kilometr zdaje się wydłużać w nieskończoność a stopy coraz cięższe. Ostatnie 3km. i rosnąca proporcjonalnie do dystansu niepewność czy dobiegnę? Ostatni kilometr był najdłuższym w moim życiu... Stadion, ludzie, muzyka, oklaski... Ktoś wręcza mi medal uczestnika (pierwszych 700 osób), jakieś prezenty od sponsorów, a ja marze o butelce z woda i cieniu, w którym mógłbym się położyć. Nie dociera do mnie jeszcze fakt, że udało się, że dobiegłem, że zrealizowałem kolejne z moich marzeń, no może "pół-marzeń". Za rok znów będzie Kilimandżaro Maraton i tym razem spróbuję całego dystansu. Jak by nie było połowę, tę najgorszą, najtrudniejszą, najdłuższą połowę, mam juz za sobą...
x Arkadiusz sma
Tanzania 2008